Pati - ty się oszczedzaj z tą ręką! U mnie w pracy sytuacja podobna. Tzn pod koniec roku likwidują mój dział. Radziu za podszeptem naszych dziadków lesnych-emerytów, którzy czują się niedowartościowani, postanowił utworzyć zewnętrzną jednostkę szkoleniową z szerokimi ambicjami. Nic to, że nie ma to sensu, a projekt na kolanie pisany, bo dziadkowie nie mają pojecia czym my się zajmujemy i ograniczają szkolenia w swoim instytucie do merytoryki (specjalistycznych komputerowych szkoleń czy z kompetencji miękkich nie uświadczy się, tylko twarda wiedza, na zasadzie wykładów na studiach). Grunt, to zostawić pomnik trwalszy niż ze spiżu (czyli nowy instytut naukowy), a Radziu przerost ambicji niestety ma. W każdym razie część ludzi mają przenieść do tego nowego istytutu, część ma zostać w kadrach, a część mają zwolnić. Nie wiem do której trójki się zaliczam. Teoretycznie mam mianowanie i na dodatek ochronę kodeksową w związku z macierzyństwem, ale nie takie rzeczy u nas przechodziły, więc nic mnie nie zdziwi. Mnie interesuje tylko zostanie w aktualnej instytucji, więc w razie czego zamierzam walczyć, łącznie z sądem.
A poza tym panika mi się włączyła na maxa. Mam czarne myśli. Boję się cholernie jak to będzie. I nie chodzi mi o poród, ale o to co potem. Wczoraj M przeniósł łóżko i łóżeczko do pokoju, w którym do tej pory były zabawki Maćka. Jego graty wylądowały w salonie, ma więcej miejsca, a i na oku jest. Ale to pytanie"Co tata robi w moim pokoju?"... taaa syneczku to już nie jest twój pokój, teraz twoja siostra tu będzie mieszkac... i jak tu mu to powiedzieć, żeby nie zranić i żeby nie poczuł się odrzucony? A to dopiero poczatek.... ech.... A czas leci... już coraz bliżej godziny "P" A ja nie spakowana, ani nie pokupowane wszystko... nie mam natchnienia. I oczywiście strach czy młoda będzie zdrowa, bo u jednej z lutówek, które się już rozpakowały, synuś okazał się chory, choć wcześniej nic na to nie wskazywało. Ech.....