Hej dziewczyny,
Ale tu produkcja! Fajnie!
Nie było mnie tydzień, bo byłam na służbowym wyjeździe, a po powrocie też nie miałam kiedy zajrzeć, i nie mam szans nadrobić wszystkiego, co napisałyście...
Nabrałam mega ochoty przez Was na kopytka i kluski śląskie - mogą być nawet razem.

Nie no, apetyt mam jak smok.
Po powrocie z wyjazdu byłam u gina, mam żywiutką fasolkę. :-) Choć mój gin - jako, jak mówi "stary położnik" - zaleca poskromienie emocji i odczekanie z lataniem pod sufit z radości conajmniej do 10 tygodnia... Jak pokazują forumowe przykłady - coś w tym jest. :-( (
Porti - ogromnie mi przykro)
Ale nie tak łatwo się nie cieszyć. Także cieszę się, ale wciąż jeszcze cichutko - po wizycie u lekarza poinformowaliśmy tylko najbliższą rodzinę (która też się cieszy cichutko). Synek jeszcze nie wie. Myślę, że powiemy mu dopiero po USG genetycznym. Mamy tu rozbieżność zdań, mąż chciałby już mu powiedzieć, ja uważam, że nie ma się co spieszyć, po co ma przeżywać, jeśli coś pójdzie - tfu, na psa urok! - nie tak...
Choć generalnie to nie mam jakichś specjalnych lęków. Nie zamartwiam się i nie mam potrzeby robienia USG codziennie. ;-)
Diana - mamy dziecko w podobnym wieku. Kiedy Ty zamierzasz powiedzieć, czy już powiedziałaś?
Zauważyłam, że przewinął się temat porodów... Nie będę się rozpisywać o moim, powiem krótko - było to absolutnie wspaniałe, niesamowite, ekstatyczne przeżycie.

Mam zero lęku przed porodem póki co.
Za to w kość dało mi karmienie piersią, początki były bardzo trudne, i koszmarnie bolesne... ale mam nadzieję, że teraz będzie lepiej. Po synku mam pięknie wykształcone, sterczące brodawki - wtedy miałam malutkie i wręcz chowające się, więc dziecku było ciężko chwycić...
Co do pieluszek wielorazowych - chciałabym spróbować. Zobaczymy. Kilka moich kumpelek używa i sobie bardzo, bardzo chwalą. Choć na noc używają oczywiście jednorazowych.