vinga - Paweł z dnia na dzień jest szybszy i zwinniejszy. A zaczęło się na kocyku na trawie. Nie raczkował bo nasze panele są bardzo śliskie. W dodatku ubierałam mu zawsze takie spodnie dresowe w których lepiej było mu się ślizgać a ciężko odepchnąć się nogami do przodu. W skutek tego lądował na brzuchu i odpychał się rękami. Wolał popełzać do tyłu albo przeturlać się. A na trawie, w samym body już nie było tak łatwo. Musiał przesuwać ręce do przodu. Nie ukrywam że był płacz ale powoli coraz lepiej mu to wychodziło. Dziś już można powiedzieć że dał radę. Jestem z niego dumna.
netika - coś w tym jest, ze dziecko samo musi wyczuć moment. Syn szwagierki jednego dnia krzyczał gdy chciała go posadzić a następnego sam usiadł i od tego dnia robi do nocnika i siku i kupę. Oczywiście nie bez wpadek. Ale to było niesamowite jak szybko załapał o co chodzi. I miał około 2 lat.
Z drugiej strony znam przypadek gdy sadzano na nocnik maluszka tak około pół rocznego i po roku też zaczął wołać gdy chciało mu się siku czy kupę. Konsekwentnie zaznajamiano go z tym że siku jest do nocnika. Ja nie mam tyle samozaparcia. Czasami gdy kuzyn Pawła siada na nocnik to ja małego też posadzę ale to tylko chyba dla towarzystwa.
ulala - może gdy położysz go na brzuch usiądź obok i pośpiewaj albo pobaw się z nim. Paweł ma teraz etap "bez mamy jest nudno" i gdy kładę go na chwile bo musze coś zrobić to jest wielki krzyk. Za to uwielbia jak siadam obok i bawię się jego zabawkami. Albo gdy mu śpiewam. Śmieją się ze mnie w domu bo Paweł też zaczął "śpiewać" :-)
Kasia - nie wiem czy to kwestia wagi bo mój mały chyba waży podobnie jak twoja Laura i wszyscy zwracają uwagę na jego hmm "pucołowatość" (niecierpie jak ktoś mówi o nim że jest gruby). Może to właśnie kwestia tego że ślizga się po podłodze. Ja trochę ćwiczyłam z małym. Oj płakał przy tym, ale może się opłacało. A może i bez tego by zaczął chodzić na czworakach. Zastanawiam się teraz czy nie lepiej dać mu się swobodnie rozwijać czy może za bardzo go popycham. Ale bardzo mi zależało na tym raczkowaniu. I cieszę się jak widzę jak ładnie mu to poszło.
kasik - dzień ojca jakoś spokojnie. Zresztą widzę że u nas chyba ja będę najbardziej celebrować takie dni. Kupuję prezenty itp. Staram się by dzień ojca, dzień matki, dzień dziecka to były specjalne dni. Żeby je wyróżnić. Już nie mogę się doczekać pierwszej laurki, wierszyka itp. U nas też pozastawiane. Szczególnie kuchnia. To miejsce gdzie jest jedzenie dla psa, segregowane są śmieci (które bardzo interesują małego). I szuflady. I garnki. Mamy już pierwsze siniaki. Oj i firanki, obrusy, kable przy telewizorze. Wszystko jest nowe i interesujące.
Nie wiedziałam że do Nibylandii można iść z takim maluszkiem. Ja jednak poczekam przynajmniej aż Paweł będzie chodził.