Ale narobilyscie mi smaku z tym budyniem, psikus mam tylko galaretki :/ wczoraj sie namachalem kopytek na pare dni z sosikiem z pieczarek a pozniej umieralam reszte dnia. Glupia ja. Brzuch mi sie tak stawial dopiero pozniej pomyslalam co narobilam. Mam glupie pyt jak ten czop odchodzi po kawalku to jak to rozpoznac nie mylac tego ze sluzem?
Może się przyda na zapas jak komuś się budyń zamarzy a nie będzie miał z torebki. Ja zawsze robię sama:
• 500ml mleka
• pół szklanki cukru ewentualnie co innego na co masz ochotę np. kakao, cukier waniliowy, zmiksowane owoce
• żółtko jeśli sam cukier dodajesz
• 3 łyżki mąki ziemniaczanej i 3 pszennej
Odlewamy 1/3 szklanki mleka. Do reszty mleka dodajemy żółtko i cukier albo co innego (można prawie wszystko, ja lubię banany, jagody albo maliny) i gotujemy (ale tak żeby nie wykipiało). Do 1/3 szklanki zimnego mleka dodajemy mąkę ziemniaczaną i pszenną. Jak mleko w garnku zaczyna kipić odstawiamy i dodajemy mleko ze szklanki energicznie mieszając. Studzimy.
SMACZNEGO!!!
A jak dodacie ten budyń zimny do 3/4 kostki zmiksowanego masła i zmiksujecie dokładnie to jest fajna masa budyniowa do ciast!!!
Katinka- a Ciebie podziwiam... Ze wytrzymujesz... A z drugiej strony to pieprznelabym tym wszystkim, jak sie nie podoba to niech sam robi albo spada!!
Korci mnie żeby narobić pierogów ruskich i zamrozić... Ale ja lewa w tym jestem... Ciasto zawsze mi twarde wychodzi... MusZe babcie poprosić o pomoc jak wyzdrowieje

porobie porcje pó 25szt i bedzie na czarna godzine- bo jakieś pulpety czy cos to jakoś mnie nie kręci, nie wiem nawet jak
Garmelka czasem to ja mam naprawdę dość ale zaciskami zęby a w myślach tylko jedno aby się wyniósł. Cały czas liczę na to że się zmieni.
Co do pierogów to babcia mi mówiła że nigdy w życiu całego jajka do ciasta bo białko powoduje twardnięcie - że ciato jest takie gumowate. Dodaje się tylko żółtko aby ciasto miało ładny kolorek.
Jak mój wrócił do domu to znowu usłyszałam sorry no i że myślał po tym wczorajszym że focha zarzucę i nic nie będę robić. Zdziwił się bo miałam sufit pomalowany i drugi raz wszystkie ściany w salonie i sypialni. Nigdy nie zrozumie facetów, nawet nie był zły że obiadu nie ma tylko wczorajsze udka zostały. Pomalował sufit drugi raz. Posprzataliśmy razem wszystko. Jutro meble, dużo ich więc jak nie wyrobimy to reszta w niedzielę albo w poniedziałek. Koniec remontu, narazie ha ha ha. Sprzątania troszkę w całym mieszkaniu, no i trzeba pozwozić resztę rzeczy.