Cześć dziewczyny.
Kacha witaj w klubie, mojemu M też wali w dekiel. Ja jestem 3 dni po terminie. Wszystko jest ok, co dwa dni mam KTG, USG, badania i dostałam zalecenia co robić aby mały tam bardziej się obniżył i coś pocisnął. Ja mam skurcze ale nie mam rozwarcia.
A co mój mądry wymyślił. Bo jego mądra siostra (nienawidzę idiotki bo już nie raz minie wku...ła) powiedziała mu że jej syn urodził się w terminie i to źle że tak czekają i nic nie robią. On po mnie przyjechał po wizycie i z gębą rozdartą prawił morały. To mu powiedziałam że mógł iść ze mną na wizytę i pogadać z ginkiem albo ze mną a nie z nią i że mam dość jej mądrości i żeby oboje sobie w necie poczytali ile dzieci rodzi się w terminie (5% i to łącznie z cesarkami w terminie).
No i była kłótnia bo mu powiedziałam że do ginka nigdy nie chciał ze mną iść, na szkołę rodzenia dupy nie ruszył, jak mu coś chciałam przeczytać albo pokazać to zero zainteresowania i obojętność a teraz na mnie się wydziera!!! Powiedziałam mu że się ma zamknąć i dać mi spokój bo ja też się denerwuję i boję a dodatkowe nerwy mi nie pomogą.
No to usłyszałam że on ma wszystko w dupie i jedzie do Holandii pracować bo nie będzie czekać w nieskończoność czy ja raczę urodzić. To się pobeczałam i zapytałam czy mam se tam rękę włożyć i małego wyciągnąć. Masakra, zaczęłam żałować że nie ubłagałam ginka żeby mnie na patologii zostawił wczoraj bo przynajmniej miała bym spokój.