Może to zabrzmi trochę snobistycznie, ale my zdecydowaliśmy się na szkołę Jeanette Kalyta i nie żałujemy wydanych pieniążków. Szwagierka była w Poznaniu w szkole rodzenia przy przychodni, więc mamy porównanie jak to wygląda w placówkach które mają kontrakt z NFZ. Materiał znacznie okrojony, do tego bidulka w szpitalu też nie natrafiła na rzeczową pomoc położnych. Trochę się nacierpiała, bo była bardzo zdesperowana, żeby karmić piersią, w końcu doradca laktacyjna pomogła. Okazało się, że zupełnych podstaw nie wiedziała tj. że dziecko musi złapać sutek z otoczką. Nie rozmawiałyśmy o tym przed jej porodem (ja rodziłam 3 miesiące wcześniej), dla mnie to było oczywiste, że jak była na szkole rodzenia to takie rzeczy na pewno jej przekazano, a ona nie pytała, bo nie była świadoma... Tak więc poczytajcie opinie o różnych szkołach zanim wybierzecie, bo poziom naprawdę różny. Dobrze też jeśli szkoła jest powiązana ze szpitalem w którym chcecie rodzić, bo wtedy położne mówią stricte jak to w tym szpitalu wygląda, a z procedurami też jest w każdym inaczej (tj. w jednym golą łono a w moim akurat to było zakazane na 2 tygodnie przed, w jednym wszystkie kosmetyki dla dziecka są, w drugim trzeba zabrać, w jednym przyjmują ze skurczami co ileśtam, w innym inaczej itp.)