No trochę jest mi przykro, że tak wyszło. Do tej pory czasem płacze. Co ja zawiniłam, że tak Bóg mnie potraktował?
Nigdy mu tego nie wybacze, że na żadnym usg nie był ze Mną. Nawet w dniu zabiegu nie potrafił odwiedzić mnie w szpitalu

bo najważniejsza praca

nawet wtedy jak dostałam krwotoku po zabiegu... nie pojechały ze mną gdyby nie teściowa, że zadzwoniła do niego " kur wa ogarnij się. Slubowaliscie sobie w zdrowiu i chorobie a Ty nawet nie masz czasu jechać z Nią do szpitala" ... I z wielkimi pretensjami pojechał... pojechaliśmy do szpitala do Olkusza ale z kwitkiem mnie odprawiłi i powiedzieli ze tam mam wrócić gdzie miałam zabieg robiony...
Potem wróciliśmy tej samej nocy do domu. Oczywiście ja prowadziłam auto cały czas.
Możecie mi mówić dziewczyny, że z wami partner tez nie był... ale zawsze jakieś pomoc dostajecie od nich. Ale tego mu nigdy nie wybacze... jak cała zaplakana wróciłam do domu po ostatnim usg ze skierowaniem na łyżeczkowanie "ciąża obumarla w 6 tyg " nawet teraz jak wam to pisze to płacze... Powiedział mi ze to nie było jeszcze dziecko bo serduszko mu nie biło. Wtedy miałam ochotę mu tak porządnie przyj ebac... przepraszam. Dla mnie to było dzieciątko bo nosiłam pod serduszkiem.
Teraz lekarz stwierdził, że każda ciąża moja następna jest obarczona wysoka możliwością poronienia. Ze względu na dość częsta infekcje... a jak donoszą ciaze, to mogę przed wcześnie urodzić między 27t a 34t tak mi tłumaczył.
Tak się ciesze ze wróciłam do ludzi. Ze mogę porozmawiać z kimś. Koleżanki z pracy ze mną razem przeżyły te najgorsze chwile ze mną.
Kocham Go, powoli się zmienia bo juz nie pije od Kwietnia. Ale stwierdzam że nie wszystko na szybko. Każdy człowiek potrzebuje drugiej szansy, a Ja potrzebuje czasu. Jak to mi Lekarz powiedział 15.03 " dzidziuś sam sobie wybiera datę urodzin" wiec może mój Aniołek wróci do mnie...
Przepraszam ze Wam tu tak zasmiecam... ale o wiele lepiej się poczułam jak się wypłakałam.