gnidka
Fanka BB :)
hej dziewczyny
na szybko wpadam zajrzeć do was z Niną na ramieniu... od tygodnia mam już obie w domu, przy czym Felcia była z nami już 5 dni wcześniej. Ciężko było biegać miedzy domem a szpitalem, ale na szczeście mamy to już za sobą. Mam strasznie dużo pracy. Nina jest już po wizycie u kardiologa z powodu szmerów na sercu, ale i tak musimy jeszcze tam wrócić, bo jest za mała i nie było dokładnie widać serduszka na skanie. Obie moje córki muszą jeszcze odbyć ponowne badanie słuchu w specjalistycznej klinice, bo ta przyszpitalna otrzymała nieczysty odczyt. Walczylismy o karmienie piersią i udało się. Felicja od razu załapała i potem to nawet butelki nie chciała, bo zaczynała się krztusić. Z Niną było więcej problemów bo ona leniuszkiem jest i nawet teraz jak jest bardzo głodna, to się wścieka, że musi się napracować zanim pierwszy strumień popłynie, ale wyjścia nie ma. Poza tym, to wszystko ok, zaczynamy wypracowywać swój system, bo za dwa tygodnie mąż wraca do pracy i będę sama, samiusieńka... do tego laktatorem tak rozkręciłam pokarm, że teraz walczę o regulację, bo cały czas czuję, że są przepełnione. Obecnie ściągam tylko raz dziennie a i tak często bolą z przepełnienia, ale na to trzeba czasu. Ręce pełne roboty... pranie codziennie... czasu brak, żeby spokojnie zjeść... do tego Antek jest nieznośny, ale wcale sie mu nie dziwię. Całe dotychczasowe życie wywróciło mu się do góry nogami, a on był bardzo mocno przywiązany do naszej dotychczasowej rutyny. Kocha bardzo siostrzyczki, ale ja i mąż mamy z nim nie lada przeprawę każdego dnia... Także no... zajrze do was od czasu do czasu, ale uwierzcie mi, że dom wariatów w którym obecnie mieszkam, to najtrudniejszy, ale też najpiękniejszy czas w jakim przyszło mi żyć. Powodzenia dla nierozpakowanych i gratulacje dla tych już "po" :*

