Witajcie! Pozwólcie że się dołącze ;-) wiem że juz trochę późno ale jak to mówią lepiej późno niż wcale... Także jestem

To mój 11 tydzień i 1 dzień ciąży

termin mam wstępnie na 13.10

Pozwólcie ze pokrótce opowiem Wam nasza historie... O dzidzie staraliśmy sie 1,5 roku, pol roku chodziliśmy do kliniki leczenia niepłodności. Pierwsze trafiliśmy na lekarza w klinice w Krakowie który stwierdził ze mam endometriozę przy macicy i konieczna jest laparoskopia... Oczywiście terminy na NFZ takiej operacji były ponad pol roku i nie wytrzymalibysmy tego psychicznie wiec znaleźliśmy prywatny szpital w Katowicach gdzie spotkałam mojego obecnego lekarza prowadzącego ciąże

jak sie okazało w laparoskopii totalnie wszystko było ok a endometrioza była wymysłem lekarza z 1 kliniki... Ale dalej nie byłam w ciązy.. badania były ok, dawali nam jeszcze 4 miesiące od laparoskopii na starania a po tem miała byc inseminacja... Ale w ostatnim cyklu sie udało !!! także zobaczyć wkoncu dwie kreseczki to było dla nas największe marzenie!

O ciązy dowiedzieliśmy sie 3 dni przed terminem miesiączki, ja juz czułam ze jestem w ciązy i zrobiłam test

wcześniej mieliśmy troszkę nerwów bo w 9 tygodniu obawiałam sie ospy wietrznej, która dopadła mojego siostrzeńca, a ja nie chorowałam nigdy i z całego stresu (prawdopodobnie) zaczęłam mieć lekko brązowe plamienia... Także od razu izba przyjęć, gdzie mnie uspokoili ze z dzieckiem wszystko ok, po 3 dniach wizyta u lekarza prowadzącego. Z dzidzia wszystko w porządku ale dostałam większa dawkę duphastonu 3x1 i magnez 3x2 i 2 tygodnie leżenia w domu... W środe znów sie pojawiło plamienie i znów izba przyjęć, nasza panika i na szczęście z dzidzia wszystko dobrze, miała wtedy 3,9cm (10 tc 6d). Lekarka twierdzi ze podobno takie plamienia sie zdarzają do końca 3 miesiąca i nie jest to niepokojące i mam odpoczywać.. W środe mam wizytę u mojego lekarza a 3 kwietnia prenatalne :-) do tej pory męczą mnie koszmarne mdłości i brak apetytu... Mam nadzieje ze Was nie zanudziłam :-))