reklama

Październikowe mamy 2018

Ja w pierwszej jadłam ogromne ilości słodyczy, odrzucało mnie od ryb. Urodził się syn.
Teraz już jem wszystko, ale przez dwa miesiące żyłam głównie na zapiekankach z serem i z pomidorem, wcale nie miałam ochoty na słodycze (a ogólnie bardzo lubię).
Oooo...masz,to wbrew wszelkim babcinom przepowiedniom :D

Ja o ile pamietam z synem mialam odrzut od wszystkiego,odwodnilam sie az,schudlam i mialam ogromna zgage po wodzie :D
 
reklama
Z tego co rozumiałam, jakiś portal plotkarski pisał o jej poronieniu, wstawił zdjęcia z bloga itd., więc teraz bardziej strzeże prywatności. Ja akurat czytałam konkretny wpis na ten tamat - jak wiecie, średnio prawidłowa ta moja ciąża jest i jakoś tak od czytania na jej blogu o krwawieniach doszłam i do tego. Bardzo sobie cenię, że napisała na ten temat, bo kobiety mało przyznają się do emocji związanych z poronieniem. Ciekawie to się komponuje z jej zawodem, bo ginekolodzy zwykle sprawiają wrażenie ludzi, na których nie robi to żadnego wrażenia. Ucieszyłam się, gdy przeczytałam tu, że spodziewa się kolejnego dziecka i trzymam za nią kciuki, także dlatego, ze sama dla siebie bardzo potrzebuję happy endów.
Dokładnie,czasem ma sie wrażenie,że dla ginekologa to po prostu kolejne poronienie,kolejne wyłyzeczkowanie,kolejny zabieg. Ona tak zbliża ten niesamowity zawód do ludzi.

Ja idąc do mojej obecnej gin i mówiąc nieśmiało,że ja się tak bardzo boję. Pani dr odpowiedziała,że ona bedąc w ciazy tez sie tak bała,że miedzy pacjentkami usg przykładała i sprawdzała czy jest tetno. To tez takie mocno ludzkie dla mnie było,nic pod tytułem "kolejna panikara".
Miłe to.
 
Ja jeszcze tyko dodam, że z córką miałam mdłości całe pierwsze 3 miesiące, a nawet dłużej. A z synem tylko na zapach ryb mi było niedobrze. Teraz też raczej bez wymiotów więc jakoś bardziej chodzi mi po głowie chłopiec.
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry