Wiesz, w teorii to ja mam wszystko obcykane, niestety poki co sie nie sprawdza. Mlody nie moze jesc tego co my, w ogóle malo co moze, dlatego o probowaniu w kuchni i dawaniu do "zabawy" jedzenia nie ma mowy. Kredki ma na razie w nosie (niestety doslownie) nad czym bardzo ubolewam, bo chetnie bym razem z nim rysowala

wiem ze do wszystkiego dorosnie, ale musimy przeczekac. Gdyby mial starsze rodzenstwo to by bylo latwiej, bo z dziewczynkami na wsi (5,7, 10 lat) pieknie sie bawił i moglo mnie nie byc (oczywiście dopoki sie nie rozchorowal).