Witam nocnie.
Rafał dziś pobił wszelkie rekordy spania (dla odmiany); jak zasnął około 21 (jak żeśmy od cioteczki wrócili), tak koło 3 nad ranem było mu gorąco (mnie też) i chciało się pić - po 5 minutach spał dalej, po 6 obudził sie na krótko, sprzedał kilka cudnych uśmiechów, zmieniliśmy pieluchę, dałam mu jeść i zasnąl dalej - wprawdzie co jakiś czas szukał cycusia, ale tylko popijał troszku i wszystko na spaniu totalnym do przeszło 10-tej

Aż już się zaczynałam martwić.
Na dzien dobry rączki w buzię i tak cały dzień. A wieczorem zrobił sobie ze mnie smoczek

Oj ząbki, kochane ząbki...
W dzień spania prawie wcale (moja mama się śmieje, że "po kimś to ma" czyli że po mnie), rączki owszem i nawet płacz dziś był taki typowo wymuszający, jak go sprowadzałam do pozycji horyzontalnej. A i na rączkach nie do końca wiedział czego chce - w końcu pomógł spacer do lasu (nie ma to jak obserwować gałązki) i podrzucanie do góry ;-) i dziecko było przeszczęśliwe.
Ogarnęłam większość tego, co miałam, ale jutro laby nie będzie.
M nadal walczy dzielnie z wykładziną - może jutro uda się dobić do punktu pt. ustawianie mebli
Ogolnie mam ciut dość - wszystko na mojej głowie, dziś się zorientowałam, że dziadka auto (którym w sumie do niedawna jeździłam najwięcej ja) trzeba do przeglądu zawieźć (termin minął dzisiaj właśnie), a jak na złość weekend i upały do tego. M nie wyślę, bo ma dyżur w pracy i musi być na miejscu, pod telefonem - więc i tak dopiero w przyszłym tygodniu, bo oczywiście dziadek nie pojedzie (niedzielny kierowca).
M humor ostatnio też dopisuje, że hej

, czym mi życia nie ułatwia...
Do tego milion innych rzeczy jeszcze - kochane życie...
Kasiulka żadna tam wygrana - zarejestrowałam się na stronkach, co tu dziewczyny podawały i teraz promocyje przysyłają ;-)
Z rodzinką to nie wiem jak będzie , bo daaawno ich już tu nie było (a jak byli ostatni raz to raczej ostatnie miano jakie można im było nadać to właśnie samoobsługowi), ale juz zaznaczyłam, że niańczę jedynie Rafała, a reszta rączki ma, to nikt chyba nie zginie.
Cieszę się, że u Was z napięciem coraz lepiej, ale jak tak czytam, co piszesz, to zastanawiam się czy aby u nas jednak nie jest cos na rzeczy (zawsze się nefrolog czepiała, że on tak ciut krzywo się kładzie), z przekręcaniem na boki ok, ale już z tym brzuszkiem ciężko u nas mimo wszystko, a nóżki też prostuje mocno, nie mówiąc o ty, że czasami urządza isntą wspinaczkę, jak go trzymam na ramieniu... Muszę pogadać o tym na następnej wizycie u pediatry - tak dla świętego spokoju, bo mam nadzieję, że to jednak tylko kwestia czasu...
Ale, ale - się mi przypomniało - wczoraj za to tak tyłeczek podnosił, że prawie mostek by mu wyszedł; no i byle się odepchnąć i przemieścić, więc chyba nie ma powodu do zmartwień - tak jak z
Angel piszecie, pewnie się dziecko samo wyrówna;; z tym się akurat w pełni zgadzam
Mini miętolenie kartek ostatecznie tez u nas było - no w końcu przewracanie strony to nie takie znowu proste zadanie ;-)
ina głos jest
Madziorka o

dokładnie to samo z bebilonu dostaliśmy
Z tym zachęcaniem i turlaniem to juz dawno Rafała "ćwiczę" i chyba nawet pierwsze efekty są, bo dziś nagle bardzo intensywnie zaczął na lewej stronie pracować i w ogóle rano na bok się przekręcił i tak spał i w ciągu dnia też dużo na boki się kręcił, a parę razy nawet niewiele brakowało, by wylądował na brzuszku - jak pisałam, ma czas jeszcze. To tylko ja ostatnio jakaś mało cierpliwa jestem
agusia witaj po udanych wojażach :-) Jednak dobrze, że Polak potrafi ;-)
I fantastyczne macie wspomnienia (podejrzałam juz fotki) - świetnie dziewczyno wyglądasz (nie wiem co to za narzekanie w temacie rocznicowym

)
Ja też na razie cieszę się brakiem @ i absolutnie nie martwię (i nie tęsknię).
Kevinem się nie zadręczaj - skąd niby miałaś wiedzieć, że coś jest nie tak? Najważniejsze, że teraz poćwiczy, wkładki też nie są takie złe (sama kiedyś nosiłam) i wszystko bedzie dobrze - gorsze rzeczy się zdarzają.
Angel gratuluję postępów i coraz lepszego sypiania

Rafał reaguje na imię, ale tylko wypowiadane przeze mnie, więc chyba jednak bardziej o głos chodzi...
U nas chrzciny też kameralne były - w sumie 9 osób (bo oprócz świadków rodzice jeszcze byli)
kindzia udanych chrzcin i super, że
Lina już na swoim

Swoją drogą też się często zastanawiam nad
Doris - ina też się miała przeprowadzać...
Maria u nas z fotelikiem nie ma najmniejszego problemu - Rafałowi się buzia śmieje jak juz tylko go do niego wkładam i ciekawie się rozgląda, często zafascynowany śpiewa, a jak się zmęczy, to zasypia. Na jazdę poza fotelikiem nigdy bym sie nie zdecydowała - pomimo największego płaczu (a potrafi płakać przekonująco - jak dziś, kiedy nie miał najmniejszej ochoty leżeć). Nie wiem, czemu tej Twojej Poli tak źle..
U nas ostatnio zasypianie "na cyca" udaje się dość często zamienić na "żabę" - rośnie mi mały przytulaczek
aina no to Antoś duży chłop (a Rafała to mi w sumie nikt nie zmierzył od pierwszego szczepienia

czyli wieeeeki temu) i całkiem uroczy. I fajnie, że potrafi coraz więcej.
O ciężkości ciała to nam podobnie pediatra powiedziała, że właśnie na brzuszku może być Rafałowi ciężko się podnieść, bo waży jakiś kilogram więcej niż "normy" mówią (absolutnie się tym nie martwimy).
Ewstra nocne Polek rozmowy? ;-) Super, że mogłyście wyjść między ludzi i się Tosi podobało; Rafał poza domem jest wręcz przeszczęśliwy (a w sklepach to mu oczka rosną dwa razy takie :-))
pinula w takim razie gratuluję awnasu na najbardziej zajmujące stanowisko pracy na świecie (i równie bezcenne zarazem):-)
No to dobrnęłam do końca - oj, będe jutro żałować, bo znowu się nie wyśpię, bo na rano jestem umówiona z mamą na nalot w lumpku - upatrzyłam sobie kieckę; oby tylko pasowała...
Więc dobranoc i do jutra/dzisiaj jak tam wyjdzie ;-)
Buziaczki dla wszystkich maluszków :*