Perelandra - miałaś rację, dzisiaj Emilka się znowu bawiła z tym chłopcem i wszystko było ok.
Mini - ja z Emilką tak miałam raz, że obudziłam się w nocy ze strasznym kłuciem w boku. Nie mogłam przez jakiś czas się ruszyć, ale w końcu przeszło. Potem przeczytałam, że objawy wskazywały na kolkę nerkową. Czasem dzidziuś tak się ułoży, że coś uciska i różne bóle nachodzą.
Wyszłam z domu o 15-tej po Emilkę i właśnie przed chwilą wróciłam... Dzisiaj są okropne korki, bo jeden most przez Wisłę jest zamknięty i przy tym, który jest otwarty jest stadion, a na nim akurat mecz. Więc po odebraniu Emilki z przedszkola stałam sobie godzinę w korku i miałam jeszcze godzinę stania przed sobą, gdy zapaliła mi się na desce rozdzielczej kontrolka z wykrzyknikiem. Zaczęłam się rozglądać co jest nie tak i zobaczyłam, że wskaźnik temperatury silnika pokazuje maksymalne zgrzanie. Jak zobaczyłam, ze mi się dymi spod maski, to szybko zjechałam na chodnik, wypięłam Emilkę i wysiadłyśmy z samochodu. Oczywiście miałam wizje, że pali się pod maską i zaraz samochód wybuchnie, ale bałam się zajrzeć. Zobaczyłam jeszcze, że jakiś płyn wycieka spod maski. Zadzwoniłam do męża i powiedział, żebym tylko spojrzała, czy nie widać ognia i nie otwierała maski, bo może na mnie buchnąć gorąca para i że zaraz przyjedzie (z drugiego końca Warszawy). No więc czekałyśmy sobie z Emilką na dworzu, a ja przecież jestem na zwolnieniu z powodu przeziębienia...
W każdym razie maż po przyjeździe zdiagnozował dziurę w chłodnicy. Nie było sensu holować samochodu w takim korku, wiojedzie po niego późnym wieczorem z kolegą. Jutro do warsztatu - niby mają go naprawić do poniedziałku po południu, bo muszę wtedy odebrać Emilkę z przedszkola. No, ale trochę nerwów miałam.