Kochane dziewczyny, przede mną jeszcze trochę do przeżycia połogu po raz drugi (termin na 25.06.11), ale doskonale pamiętam "pierwszy raz". Już sam moment kiedy byłam jeszcze na sali porodowej, małą już zabrali, męża wyprosili (zaraz miałam być szyta) i zostałam na chwilę zupełnie sama z pustym już brzuszkiem to miałam takiego doła że szok, pamiętam że pomyślałam sobie "No tak, zrobiłam to czego ode mnie oczekiwano, wydałam dziecko na świat i teraz wszyscy będą mnie mieć w d...e", nie wiem dlaczego tak pomyślałam, może hormony oszalały. Po powrocie do domu "odpoczynek", dochodzenie do siebie,a już kilka tygodni po porodzie takie wyalienowanie, mąż kończył pracę o 14.15, a ja już o 14.20 stepowałam z nogi na nogę wściekła że jeszcze go nie ma. Dostawałam szału że on chodzi do pracy a ja muszę siedzieć w domu z dzidziolem, który do mnie nie gada, nie rozumie co ja gadam...Dodam że bardzo byłam szczęśliwa że mała jest na świecie, ale wkurzało mnie takie "życie na marginesie" (pewnie po prostu nie umiałam odnaleźć się w środowisku pod tytułem "mama"). Dziś wiem że za dużo od siebie wymagałam, bo te cholerne gazety tak pokazują jakie to powinnyśmy być czułe, opiekuńcze, jak bardzo się poświęcać, ale żadna cholerka nie napisała, że wrócę do domu z potworkiem którego będzie interesowało masakrowanie moich brodawek.
Co do matek i teściowych: ja byłam tak zazdrosna o Julkę, że jak widziałam teściową tylko podchodzącą do wózka to dostawałam szału. I jak słyszałam te jej teksty "Kochana musimy małej ...." i moje myśli "kobieto ja nic z Tobą małej nie muszę, ewentualnie to ja i Twój syn coś musimy w stosunku do małej", albo jej tekst (mała miała 3 m-ce) "zapytaj lekarza kiedy pierwsze zupki bo inaczej mała z głodu umrze na tym mleku" (karmiłam piersią , mała tyła aż miło było patrzeć). A że jestem dupa wołowa to nie umiałam powiedzieć "daj spokój babo, jestem matką, mam instynkt" tylko dusiłam w sobie i ryczałam po kątach. Teraz się nie dam!!! Ale pamiętajcie jedno, mamy coś czego nie mają w stosunku do naszych pociech teściowe, babcie, ciotki i inne mądralińskie - INSTYNKT, który nie zawodzi. Aha! I czasami trzeba przypominać tym mądralińskim o tym że od 30 lat troszkę się zmieniło. Pamiętam wykłady mojej teściowej na temat tego jak bardzo krzywdzę małą pieluszkami jednorazowymi...
Dacie radę, tylko pozwólcie sobie być czasami egoistkami, i wierzcie mi macie prawo wściekać się o hałas kiedy jesteście zmęczone a kochany "potworek" już wrzeszczy.