Haha, dzięki Juana, faktycznie muszę przyznać, że pani doktor masuje o wiele bardziej hmmmm intensywnie niż inne osoby przed pierwszym porodem.... ale da się przeżyć. Z tym że wyobrażam sobie, jak to musi boleć w czasie skurczu....
Za pierwszym razem miałam podane prostaglandyny, dzięki którym rozwarcie postępowało błyskawicznie, ale ból był koszmarny i w zasadzie bez przerw przez ok. 3,5 godz. W związku z tym macica była wyczerpana i nie miała siły na skurcze parte, wtedy dostałam oksytocynę (owszem, odczułam ją jako ulgę bo wreszcie coś się zaczęło dziać efektywnie). A potem i tak małemu spadło tętno i były kleszcze. Dlatego tym razem chciałabym, żeby wszystko postępowało spokojnie, w swoim czasie, bo wierzę, że wtedy lepiej zniosę poród (no, taką mam nadzieję ;-)). Szczególnie, że ginka twierdzi, że szyjka jest tak luźna że tym razem wszystko pójdzie bardzo szybko. Jutro znów masujemy....