Ja rowniez polecam porod rodzinny (czulam sie bezpieczniej, bo ktos moze mnie bronic, ktos, kto nie jest uziemiony porodem). Maz okazal sie wilka podpora i ogromna pomoca (chlodzil mi czolo recznikem zmoczonym w zimnej wodzie, bo bylo mi makabrycznie goraco, masowal krzyz, przemawial, przytulal i informowal, ze mam skurcz ;-) To akurat wiedzialam oczywiscie bez niego, ale patrzyl jhak sroka w gnat w wydruk z ktg i mnie informowal). Ale najwazniejsze bylo to, co zobaczylam w jego oczach, gdy zobaczyl swoja wymarzona corcie. Tego, co wtedy wszyscy we trojke przezylismy juz nikt nigdy nam nie zabierze. Mysle, ze dalismy sobie wtedy najwspanialsze prezenty w zyciu.Co do warunkow: w moim szpitalu mozna rodzic rodzinnie albo w sali ogolnej dwuosobowej, albo w takiej do porodow rodzinnych. Ja rodzilam w tej drugiej, wiec moge sie wypowiedziec tylko na jej temat. Byla mila, ladnie urzadzona i sympatyczna. Skladala sie z 3 (!!!!!) pokoi. Pierwszy dla nas. Bylam w nim podczas pierwszej fazy porodu. Bylo tam normalne, zwykle lozko, pilka, worek itp. I taki optymistyczny zielony kolorek. druga salka, to ta z lozkiem porodowym. Przenioslam sie tam, kiedy mialam prawie pelne rozwarcie. Wlasciwie tylko na samo parcie i szycie. I trzecia salka dla poloznej (tam sobie siedziala i zagladala do mnie do tej pierwszej salki). tam tez zabrali maluszka na mierzenie, warzenie itp. Ja placilam 100 zl. Ale powtarzam... lzy szczescia w oczach mojego meza i duma, gdy odcinal pepowine i gdy lekarz mu gratulowal, byly warte o wiele, wiele wiecej.Moj maz takze ze swojego doswiadczenia twierdzi, ze kazdy tatus powinien byc przy swoim maluszku i jego mamie w tym czasie. jest juz podwojnym tata. Przy pierwszym porodzie nie byl. I twierdzi, ze widzi roznice. w podejsciu do dzidziusia, do mnie. We wszystkim.... ja mysle, ze to nie tylko kwestia wspolnego porodu, ale.... niech mu bedzie ;-)