reklama

Poród rodzinny

reklama
TAK TAK mąż był przez cały poród obawiał się ostatniego etapu i nie musiał go przechodzić bo była cesarka, ale przez cały poród był i zagadywał. Dziecko własnie pierwszy zobaczył tata bo mama spała.
 
Mój Mężuś ostatnio stwierdził, że on jednak będzie przy porodzie bo gdzies wyczytał że w trakcie porodu kobiecie wykonuje sie masaż krocza,a on sobie nie wyobraża,że ktoś inny mógłby masować moje krocze niż on :) faceci ;)
 
poród rodzinny - zdecydowanie tak! mój kochany na początku nie chciał być przy porodzie - patrzenie na ból bliskiej osoby nie należy do przyjemnych przeżyć. Ale ja bardzo bałam sie porodu (zaczęlismy rozmawiać o tym gdzieś bliżej początka ciąży) i mój podstawowy argument - dlaczego chcę go mieć przy sobie - brzmiał: nie chcę zostać sama z obcymi ludźmi. Mąż uznał, że jest to argument nie do przebicia i zgodził się na poród rodzinny (choć przyzwyczajał się do tej myśli chyba długo). Im było bliżej porodu, tym mniej sie bałam, więc powiedziałam, żeby był ile da radę, a jak stwierdzi, że to co się dzieje jakoś źle działa na niego lub wpłynie na nas, to niech wyjdzie i nie będę miała do niego żalu.
był ze mną od początku do końca. nie wyobrażam sobie, jak by to było bez niego. Można zacząć od tego, że miałam do kogo się odezwać przez dłuuugie godziny wstępu, potem wymieniać długą listę rzeczy, które dla mnie robił, i które przynosiły duzą ulgę i td. Ale powiem krócej:
a) rzeczywiście nie jest to dla niego łatwe przeżycie: patrzeć, jak boli bliskiej ci osobie i nie być w stanie nic zrobić.
b) zgadzam się z napisanym wyżej w tym wątku: kiedy się już "robi gorąco", on z tobą jest, ale ty z nim niekoniecznie. co absolutnie nie znaczy, że nie doceniasz tego, co wtedy dla ciebie robi (akurat dla mnie to pozostało najważniejszym wspomnieniem)
i c) w pewnym momencie było tak, że - będąc sama - na pewno zwinęłabym się z bólu w kłębek i - jak to określają - "przestałabym współpracować". Tym, co mnie powstrzymało, była właśnie obecność męża. Może to dziwne, ale byłoby mi zwyczajnie głupio: on sie zdobył na trwanie przy mnie w takiej chwili, a ja będę histeryzować  :)
 
Marta55 tez mysle że to świadczy żle nie o rodzinnym porodzie ale o meżu. Sorki ale zachował sie jak szczeniak >:( >:( >:(.
Mój bardzo mi pomagał. Podawał wodę a tam umówilismy się żę nie będzie w ogóle patrzył i tego nie robił dopiero jak lekarz go zawołał żeby zobaczył głowkę ale to głowka do dziś jest tym czym sie zachwycał a nie co innego.
Nastepnym razem - choć nie planujemy tez będzie rodzinny poród
 
Ja tez jestem zdziwiona zachowaniem twojego męża... Mój jak najbardziej był niezastąpiony... Może to kwestia uczęszczania na zajęcia do szkoły rodzenia (u nas mówili panom że to nie żadne widowisko tylko bardzo ważne wydarzenie rodzinne). Tak wiec przy następnym mąż też będzie.
 
My nie chodzilismy do szkoły rodzenia a mąż jakos tak instynktownie zaxchowywał sie cudownie - nawet panie położne go pochwaliły :laugh: :laugh: :laugh:
 
reklama
ja nie chodze do szkoly rodzenia, ale razem z mezem chcemy porodu rodzinnego. nie chce byc sama i on o tym wie. to nasze pierwsze dziecko, chce zeby on byl przy mnie, a on chce byc przy mnie. z drugiej strony przynajmniej bedzie mogl kontrolowac pewne rzeczy jak ja juz z bolu odlece i tak jak pisalyscie dziewczyny, bede mogla sie do kogos odezwac i jak czegos bede potrzebowala to on bedzie przy mnie
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry