moja znajoma rodzila w domu. Polozna miala wszystkie niezbedne rzeczy (np przenosne ktg) i caly czas byla w kontakcie ze szpitalem i gdyby cos szlo nie tak to od razu by byla karetka. Zazdroszcze jej tego porodu pomimo iz ona nie miala znieczulenia. Nikt jej nie poganial, nikt nie podawal zbednych przyspieszaczy aby tylko zwolnic sale. Swoboda ruchow, wlasna wanna, wlasne pozycje rodzenia. Nikt nie zabieral jej dziecka jak sie urodzilo tylko moglo lezec u niej na brzuchu przez godzine. Nikt jej nie nacial dla zasady. Zadnego sztucznego swiatla tylko swiece, wlasna muzyka.
Gdyby tak wygladaly porody w szpitalach...
Jesli masz taka mozliwosc i nie masz przeciwskazan to zdecyduj sie. A gdyby cos poszlo nie tak (tfu tfu) to nie jest tak, ze sie skonczy zle. Szpital bedzie poinformowany przez Twoja polozna ze jedziecie i beda czekac z sala operacyjna.
Gdyby tak wygladaly porody w szpitalach...
Jesli masz taka mozliwosc i nie masz przeciwskazan to zdecyduj sie. A gdyby cos poszlo nie tak (tfu tfu) to nie jest tak, ze sie skonczy zle. Szpital bedzie poinformowany przez Twoja polozna ze jedziecie i beda czekac z sala operacyjna.
Jest zdrowiutkim 11 miesiecznym chlopczykiem, ktory niedawno zaczal chodzic, rozwija sie swietnie...tak, pomimo komplikacji nie urodzil sie w szpitalu. Mysle bardziej ze komplikacje wywolane byly panika....wszyscy spodziewali sie ze dziudzius przyjdzie na swiat w dwie godziny a tu....niespodzianka. Wybral sobie dluzsza droge. Osobiscie nienawidze szpitali. Dla mnie szpital jest dla patologi , ludzi chorych ktorzy wymagaja leczenia i pomocy a porod jest fizjologia. Wiem, wyobrazam sobie teraz dziesiatki wzburzonych umyslow
. Najgorsze to było leżenie w szpitalu, gdzie kobieta czuje się jak trybik i machina do wykonywania poleceń personelu
.
i przypuszczam, że taka decyzja spowodowałaby lawinę negatywnych komentarzy
.
. Podczas szycia przy pierwszym i drugim porodzie przez salę przewinął się tabun ludzi, włącznie z salowymi