Wiolkast biedaku- doskonale rozumiem co przeżywasz, bo miałam tak samo- doszukiwałam się najmniejszego światełka w tunelu! Trzymam za Ciebie i wszystkie 'zbliżające się' dziewczyn mocno kciuki!!!!
Co do terroru laktacyjnego

- po kilku dniach wszystko wydaje się już bardziej zabawne. Dziecko dostałam momentalnie do piersi- ciężko było obrać wygodną pozycję jak jest się znieczulonym od pasa w dół i nie można podnosić głowy- 3 godz wisiała u piersi, a potem całą noc leżała ze mną w łóżku....
następny dzień wiadomo- wszystko boli, trzeba chodzić, ukąpać się i KARMIĆ...na wodzie i sucharach.
ale noc kolejna była straszna:-(- niby mleka było dużo od początku ale nie bardzo szło mi dobieranie pozycji. Leżałam na sali jednoosobowej- to ogromny komfort, ale ma jednen minus- Panie Położne przychodzą tylko kiedy się je wzywa albo kiedy rzeczywiście słyszą, że coś jest nie tak, a mnie było głupio prosić je o podanie dziecka....więc w nocy wymiękłam w którymś momencie i powiedziałam, że już nie mam ani sił, ani pomysłu, że wszytsko mnie boli, nie spałam od 3 dni- były wtedy takie kochane Panie Położne- powiedziały, że 2 noc jest krytyczna i że noworodki na innych salach też płaczą i przychodziły, wspierały.
To noc pamiętam najgorzej- karmiłam w zasadzie cały czas, co godzinę, czasami karmienie trwało 1godz20 min, a poza czasem karmienia Antosia nie spała tylko wymagała uwagi i rozmowy...już nawet Pani od Noworodków wymiękła- próbował ją dokarmić i NIC, przepłukać nosek i NIC- przed płaczem ustrzec mogło tylko noszenie na rękach

....połączone oczywiście z rozmową.
I tak jest do dziś



.
Tzn. już nie płacze prawie wcale, często nawet się uśmiecha :-)- wie, że dostanie od mamy zawsze tego co potrzebuje czyli czystego pampersa i jedzonko. Ale wymaga oooooooogromnej uwagi podczas aktywnosci i poczucia bezpieczeństwa, więc jej łóżeczko posłuży najprawdopodobniej na opał;-) . Wylegują się jeszcze z Tatą w łóżku- idę ich trochę ponaglić do wstania ;-).