Jako, że "załapałam" się na dwie zmiany Położnych mam zupełnie różne odczucia. Pierwsza pani Helena (niestety nie pamiętam nazwiska)była cudowna. Przychodziła, pytała, proponowała formy łagodzenia bólu, interesowała się mną bardzo. Dopilnowała żebym odpowiedziała Mężowi na pytania, które były w ankiecie , która musi zostać wypełniona przed podaniem znieczulenia...
Niestety na ostatni etap porodu pojawiła się inna Położna Ewa Podobińska. Była dość oschła, krytykowała mnie, że nie umiem przeć, Męża ofukała, że nie wiedział, że powinien Tymka okryć ręcznikiem kiedy leżał na moim brzuchu. A On o tym nie wiedział myślał,że szpitalna tkanina wystraczy... Potem kiedy przewozili mnie na oddział patlogii ciąży bo nie było miejsc na położniczym też była bardzo nie zadowolona, że musi pchać wózek ze mną i nieść jedną mała torbę...
Tymek z racji tego, że miał antybiotyk został przewieziony na oddział noworodków a ja zostałam sama na patologii. Niestety przez całą noc nikt do mnie nie zaglądnął

Za to po przewiezieniu na oddział położniczy wszystko się zmieniło. tam wszystkie panie się interesowały, dużo pomagały przy Tymku, uczyły go ssać bo nie potrafił tego. Z tamtej opieki jestem bardzo zadowolona. Najmilej wspominam szefową położnych p. Dorotę. Kobieta z super podejściem, bardzo dużo mi pomogła i nawet przytuliła kiedy miałam kompletnego doła, że musimy zostać dłużej w szpitalu niż standardowe trzy dni.