reklama

problem ze SZPITALEM!

Dzięki za odpowiedź, ale powiem Wam szczerze, że jestem "lekko"poruszona.nikt mnie nie pytał, czy chcę, czy nie. słyszałam, że w szpitalach często po prostu nie pytają, bo właśnie większość ludzi się nie zgadza,a i tak sekcję robią, no bo nikt takiego maluszka później nie ogląda...Aniołki u nas też wad genetycznych nie było, ale jednak chciałabym wiedzieć co było przyczyną, że Marysi nie ma z nami.
a co do becikowego, to pierwsze słyszę, że w sytuacji straty/poronienia można je uzyskać.coś mi się nie chce do końca w to wierzyć, bo w sytuacji kiedy 40mln kobiet rocznie traci ciąże przedwcześnie, to byłoby,przepraszam za wyrażenie,totalnie nieekonomiczne dla Państwa.nie sądzę więc, że istnieje taka możliwość,ale może się mylę.nie korzystałam w każdym razie.
 
reklama
rozumiem, że nie zawsze coś wykaże. ja też nie wiem do końca co było powodem chociaż było podejrzenie jakiejś wady nerek i może akurat dowiedzielibyśmy się czegoś więcej-tak żeby w kolejnej ciąży wiedzieć na co zwracać uwagę. ale tak naprawdę, to chciałabym po prostu, aby nas w tych cholernych szpitalach rzetelnie informowano o naszych prawach i już.jedną ich niekompetencję przypłaciłam już ponownym rozstrojem nerwowym i wolałabym więcej tego nie przechodzić
 
Jak powiedziałam, melduję co w pogawędce ze szpitalem. Rozmawiałam z ordynatorem ginekologii w tej kwestii. Kurcze, prawie mi głupio - powiedział że jeśli podczas zabiegu pojawia się płód, wówczas jest on zachowywany i mają zwyczaj pytać matkę po zabiegu czy życzy sobie widzieć, ew. właśnie pochować. Mojego maleństwa już nie było. I wcale nie jest mi łatwiej w zw. z tym i trochę żałuję że całą tę rozmowę ze szpitalem zaczęłam bo dzięki temu zostałam uświadomiona że nasze maleństwo wylądowało w toalecie. Kurde, chciałam je pochować żeby nie zostało poddane utylizacji (powiedziano mi że palą) a okazało się że... CHOLERA!! Ordynator poinformował mnie również że na histo jeszcze mają materiał wysłany do badań i jeśli mam taką wolę to możemy zaczął procedurę związaną z pochówkiem. Tylko... Maleństwa tam nie było. Q... wszystko wraca.
 
julitko wlasnie jak jest wczesne poronienie to becikowego sie nie dostaje...tak jak pisalas zbyt wiele kobiet roni wczesne ciaze....bo (pisalam wczesniej) becikowe dostanie sie tylko na podstawie aktu urodzenia wiec dziecko musi urodzic sie zywe....
powinni Was spytac o sekcje zwlok tym bardziej ze bylo podejrzenie wady nerek-jak piszesz-ale nie wydaje mi sie ze robia ja bez wiedzy rodzicow...bo jesli rodzice nie chca\nie wiedza o sekcji zwlok to po co szpitalowi wyniki o ktorych rodzice i tak nie wiedza....
 
Kochany Kłaczku, ja też się czasem zastanawiam, czy takie "rozdrapywanie"ran ma jakikolwiek sens, bo kosztuje tyle naszych nerwów...chciałabym Ci poradzić coś mądrego, ale nie wiem, czy potrafię:(w wielu przypadkach słyszy się o tym, że rodzice robią symboliczne pochówki.niektórym to pomaga uporać się choćby częściowo ze stratą, bo wydaje się, że w ten sposób jakby urzeczywistniają istnienie swojego dziecka.emocjonalnie jednak jest to ciężka przeprawa-dodatkowe emocje.naprawdę trudno tutaj coś mądrego radzić.zabrzmi to jak frazes, ale niestety tutaj musicie oboje z m podjąć decyzję.przytulam
Aniołki, no właśnie to jest podobno tak, że sekcję robi szpital zawsze do swojej dokumentacji,no bo jak martwo urodzone dziecko, to muszą.chyba że nie wyrażasz zgody i wtedy podstawiają Ci papier do podpisania.znajoma tak niestety miała:(
 
Decyzja zapadła od ręki - nie ma dziecka (fizycznie), nie ma pogrzebu. Przepraszam, ale jeśli (cyt.) "materiał wyskrobinowy" nie zawierał ciałka naszego maleństwa, to... nie ma o czym dyskutować? Mnie chodziło o to, żeby nasze dziecko nie zostało potraktowane jak odpad medyczny, natomiast jakieś farfocle z mojej macicy mało mnie interesują. I nie zastąpią tej kruszynki. I symbolika w tym momencie mnie nie ratuje. Rozdrapywanie ran? Może. Miałam nadzieję że odzyskamy ciałko i będziemy je mogli pochować - w tym przypadku nawet to dążenie zemściło się paskudnie bo zyskałam świadomośc że to co było właśnie dla nas najdroższe, utopiłam w sraczu. Brzmi okropnie? Ale tak właśnie wygląda rzeczywistość. I z tą rzeczywistością teraz mam problem. BYło mi jednak lepiej bez tej wiedzy.
 
:(nie wiem Kłaczku, co powiedzieć.mam nadzieję, że nie rozdrażniłam Cię tym, co wyżej napisałam.nie miałam takiego zamiaru.z rozdrapywaniem ran chodziło mi o dociekanie po czasie. sama mówisz, że teraz chyba żałujesz, ale pewnie gdybyś jednak teraz nie zapytała, to za jakiś czas i z tego powodu miałabyś wyrzuty.to błędne koło.u mnie gdyby los przewrotny nie zadecydował inaczej i nie sprowadził mojego toku myślenia na właściwą drogę/dzięki biurokracji o dziwo/to pewnie do dziś nie mogłabym pogodzić się z pewnymi decyzjami...ale czasu nie cofniesz.nie mogłaś wiedzieć, to nie była Twoja świadoma decyzja, ani w ogóle żadna inna decyzja, więc spróbuj nie mieć do siebie pretensji.
 
Julitko - nie rozdrażniłaś. Po prostu los jeszcze raz zakpił i już. Chciałam pogrzebu? Imienia? Chciałam za dużo? No to mam! Mogło przecież byc inaczej i mogło byc tak jak zamierzałam - wystartowałam ze złego pasa to i wylądowałam nie tam gdzie chciałam. Masz rację - gdybym nie poruszyła tematu, miałabym mola że gdzieś tam... że nie zadbałam, nie pożegnałam się po ludzku. Ruszyłam to, dostałam w pysk, ale od losu po prostu - to jest błędne koło i jak się nie obrócić jest jakiś minus, ale przecież cała sytuacja, od 04.06. jest dla mnie jedną wielką krechą więc nie należało się spodziewać wesołego miasteczka.
 
reklama
kłaczku, mój synek również wylądował w toalecie. Za mocno nacisnęłam i spłynął, zawołałam położną ona mnie nie zrozumiała i spuściła wodę. do dzisiaj żałuję, że nie włożyłam ręki, żeby go wyciągnąc - może by się udało i bym miała kogo pogrzebac.

Przy drugiej ciąży - córka miała 560g, więc poród normalny - pilnowali jak diabli, bo się pytali, co się stało z pierwszym. Położna, za co bardzo jej dziękuje traktowała mnie i moją kruszynkę z szacunkiem, nie że martwe to niech leci na nerkę. Nie krzyczała, że marudzę że boli, powtarzała do mnie spokojnie i po maleńką wyciągała dłonie, aby nie lądowała z hukiem na nerce. Cały czas delikatnie ją podtrzymywała i pomagała jej wyjśc. Dali jej różową opaskę na rączkę. Owinęli w materiał. Lekarz cały czas był obok i pytał, czy chcę zobaczyc córkę - przed samym porodem mówiłam sobie, że chcę, aby się pożegnac, ale podczas porodu byłam tak przerażona, że powiedziałam nie i żałuję, bo nie ważne jak wyglądała, czy była sina, czy już miała sztywne rączki to była moja córeczka. Zabrali ją taką owiniętą w biały materiał i już jej więcej nie widziałam. Zabrali na sekcję - nie sprzeciwiałam się, bo chcę wiedziec, co jej się stało. Lekarz po tym jak się ocknęłam po łyżeczkowaniu, rewizji i szyciu pytał się jak się czuję czy chcę pogrzeb, zgłosic do urzędu i dał mi czas, że jak będę gotowa o tym rozmawiac z administracją, ponieważ oni załatwiają formalności to mam powiedziec.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry