Używasz bardzo starej przeglądarki. Nasza strona (oraz inne!) może nie działać w niej dobrze. Naprawdę czas na zmianę na przeglądarkę, która będzie bezpieczna i szybka, na przykład darmowego Firefox, albo darmową Operę. Obie są bardzo szybkie, bezpieczne i wygodne.
Ja wczoraj wieczorkiem zasnac nie moglam. Bylam straszliwie zmeczona... A na dodatek bylo tak goraco,ze myslalam,iz sie udusze... I co chwile straz pozarna i karetki jezdzily,gdzies tu kolo mnie. Zreszta od rana znowu.
Przebudzilam sie o 4 i spojrzalam na termometr,a tam... 23 stopnie! Czy to normalne? Chyba nie,bo taka temperatura powinna byc w dzien,a nie w nocy - tak sobie pomyslalam... A tu prosze... Wstaje przed 8,wiatr bosko wieje,a na termometrze 22 stopnie. Bozeee,co ja bym dala za to,zeby taka temperatura sie utrzymala! : No max 25 stopni.
W ogole dzwonila moja chrzestna,czy popilnuje jej corki. Odmowilam,wykrecajac sie zmeczeniem przeprowadzkowym. Kurde,bo jak na basen do siebie,to tyle lat nie zaprosila,ale jak ona cos potrzebuje,to juz trzeba byc gotowym! Ojjj,co to to nie! Nie ze mna te numery!
Milego dzionka Laski! Modlmy sie aby byl chlodny,hehe.
Dzień dobry po (cudnym ) wekendzie
Co prawda upał jak cholera był ale zamiast basenu jeziorko zaliczyliśmy ;D w sobotę, a w niedzielę grillowanko u rodziców na działce ;D i w dodatku całą sobotę Mężuś był w domku, sprzątał, prał (!) i nawet gotował chcę tylko takie weekendy do urodzenia Dzidzi :laugh:
co do puchnięcia, to ja na szczęście nie puchnę, bolą mnie tylko te pierniczone stopy jak chodzę i nawet żadne maściki i masaże nie pomagają
od rana za oknem wieje chłodnt wietrzyk (pomimo 25 stopni na termometrze) więc dzionek powienien być w miarę udany czego wszystkim życzę
Ja tez nie mogłam zasnąć.Nie dość,że bylo duszno to Maly brykał jak szalony ;D ale jakos w końcu udało się i spałam do 6.22 bp znowu siuisianie i Mały ;D a potem był cudny sen,ale to w innym wątku ;D
Czy ta pogoda wyznaczyła sobie za cel wykończenie mnie? Obudzilam sie dziś, patrze - nie ma słońca - dobry znak, nie bedzie gorąco. Miałam zaplanowane na najblizesze 3 dni (dokladnie nie wiedzialam w który dzień wybiore) pójście do laboratorium na posiew. Tak więc skoro dziś patrzę nie ma tego słoneczka to myśle sobie - jade. Zjadłam szybkie sniadanko, ukąpałam i wyruszyłam na podbój Gdańska. Ledwo wyszlam z domu a juz poczułam ciepełko. W tramwaju pan miły ustapil mi miejsca tak więc nie bylo problemu. Troszkę pozmianiali mi trasy ale i tak nie miałam daleko. Na miejscu okazalo się że bardzo dużo pań zdecydowalo sie skorzystać z dzisiejszego dnia i zrobić badania. Jak przyszłam o 9.40 to wyszłam po dobrej godzinie. Bardzo miła laborantka pobrała co trzeba i moglam iśc do domku. Wychodzę a tu jak mnie ten zaduch nie uderzy to szok. Ladwo doszłam do tramwaju, tam jeszcze czekalam w słońcu zanim przyjechał. Okazało sie że moja ciąża jest jednak nie widoczna dla otoczenia bo tym razem nikt mi miejsca nie ustapił (ciekawe, piłke sobie tam włorzyłam )Twrada jestem, wytrzymałam do końca. Nie potrzebuję niczyjej łaski. Zrobiłam zakupy, w domku od razu prysznic a teraz w majteczkach i koszulce siedze i odpoczywam. Wszystkie okna pootwierane a w domu zero przeciągu. Szkoda ze wieczor nie przyniesie ulgi