Hej, głowa do góry, może nie będzie tak źle.
Nie jestem w wieku Twojego męża (mam 30 lat), ale coś mi się zdaje, że tu nie chodzi raczej o cieszenie się w dosłownym tego słowa znaczeniu czyli, chwalenie się wszystkim, pokazywanie zdjęć usg, bieganie po sklepach i wieczne głaskanie brzuszka. Twój mąż jest dojrzałym mężczyzną i inaczej patrzy już na te sprawy, przypomina sobie odpowiedzialność, pranie pieluch (zapewnij go, że teraz są jednorazówki, mniej kłopotu), przemęczenie i rozdrażnienie, płacz nocny (może nie tylko) maluszka. Inaczej widzi Twoją ciążę.
Coś Ci powiem, jak byłam w ciąży z Wiwi to miałam 25 lat, mój mąż prawie 30 (skończył tuż po urodzeniu dziecka) i wtedy obydwoje szaleliśmy, gadaliśmy do brzucha, głaskaliśmy go i wszystkim wokół się chwaliliśmy. Teraz jestem znów w ciąży i niekiedy mam wrażenie, że tylko ja cieszę się tym dzieckiem. Wiem, że On też je kocha i chciałby, żeby zdrowe przyszło na świat i dlatego z obawy o zdrowie maluszka (Wiwi urodziła się dystroficzna) nie okazuje tak radości. Wiem, że nawet przez pierwsze trzy miesiące był zły, chociaż razem podjęliśmy decyzję o drugim dziecku no i przecież dorosły mężczyzna ma chyba świadomość czym może się skończyć seks z żoną, gdy ona nie bierze już tabletek antykoncepcyjnych.
My, "brzuchate" w tym stanie właśnie potrzebujemy dużo czułości, miłości i zrozumienia, oczekujemy, że będziemy rozpieszczane a nasi mężczyźni też są już zmęczeni naszym marudzeniem i wszystkimi dolegliwościami, o których wciąż mówimy. Krzysztof cieszy się i troszczy się o mnie i dziecko. Jeździe ze mną do lekarza (nie wchodzi na wizytę) i z uglą oddycha jak dowiaduje się, że wszystko jest ok. Niekiedy z uśmiechem powie: "cześć wielka" oraz użyje innych pieszczotliwych zdrobnień. Z zachwytem przygląd mi się w kąpieli i przy przebieraniu, ale mnie okazuje radości niż przy Wiwi, która jest Jego spełnieniem marzeń.
Zobaczysz, że tak naprawdę wszsytko okaże się dopiero po porodzie, nie naciskaj męża, ale postaraj się z Nim porozmawiać swoich obawach w odpowiednim momencie (nie kiedy wróci zmęczony z pracy, ale może w weekend kiedy wypijecie po lampce wina po kolacji?). Powodzonka.