Fredka1
Mama czerwcowa 06
u nas ostatnio istna nocna tragedia. Od 3 nad ranem zaczynają się wędrówki ludów. Mamo oli paluszek oli ( mamo palce boli), przychodzę dmucham idzie spać. za pół godziny... mamo ciku ały nie ma...-mamo mały misiu zginął. najpierw bagatelizuję póxniej słysze truptanie, udaje że spię a tu bum w łep - a tu kto Ola z dużym misiem. Zanosze ją spowrotem do łózka. Mija godzina Znowu Ola i tak do rana. Nie daje jej za wygraną bo to moje łózko a nie jej. Niestety to juz trwa kilka dobrych dnia, a ona wali na upartego. Siedzę w pracy niewyspana i zła. Jednak jest postęp z układaniem się do snu. Zasypia sama i bez problemów. Uparła się jak mały osioł. Żeby nie wychodziła na dwór, żeby nudziła się w ciągu dnia rozumiem, ze nie spi w nocy, ale ona rozrabia w ciągu dnia ile wlizie, a ja mam już dosyc
W dodatku rozwala sie tak okropnie ze my juz z Adamem nawet jednej polowy lozka dla nas dwoje nie mamy bo ksiazna musi zajmowac wieksza polowe...Jeszcze zeby bylo malo wciska te swoje male pyty gdzie sie da...Nawet jak leze na brzuchu(a tylko tak uwielbiam spac) to wklada mi te swoje kopyta w majtki...
Tosz to juz ludzie pojecie przechodzi
Na szczęscie potem sam się bawi, ale jak halasuje, to pospać nie można. A poza tym trzeba spać czujnie, żeby czegoś nie zbroił.