U nas było ze 2 tygodnie temu identycznie jak opisujesz, to wstawanie na siłę i syrena na maksa. Przeczekaliśmy i przeszło mu. Kładliśmy go i wychodziliśmy od niego z pokoju, po chwili ryk, wchodzimy, mały stoi w łóżeczku, no to go kładę na plecki i wychodzę (nie rozmawiając z nim, zero kontaktu). Zanim wyjdę on już prawie znowu na nogach, ale wychodzę. Po chwili ryk, no to znowu idę i go kładę i tak wkoło, ze 20-30 razy go kładliśmy i wreszcie padał. Jak darł się jakoś wybitnie mocno i cały czas to siadałam przy łóżeczku, on stał na nogach i się darł, a ja go głaskałam po główce i robiłam mu "ciiii", ale nie brałam na ręce, nie zagadywałam (czując się przy tym jak wyrodna matka). Tak 5 minut stał i się darł, potem go kładłam znowu na pleckach i się już uspokajał i nie wstawał więcej. To chyba jakiś taki bunt. U nas przeszło i znowu mały dobrze zasypia. Kładziemy go do łóżeczka, powierci się, poturla i śpi, ale już bez histerii żadnych to się odbywa. Więc życzę wytrwałości i konsekwencji.
P.S. no i właśnie u nas tak było że jak się darł i wzięłam na ręce to od razu spokój i cisza, ponosiłam trochę, polulałam, a jak odkładałam to od razu całe show histerii i wstawania od nowa. Więc stwierdziłam, że to nie ma sensu, bo to tylko wydłuża tę mordownię, bo on i tak się będzie darł potem. Chyba po prostu taki bunt.