no dziewczyny, trzymajcie kciuki - ruszam na USG. Znowu sypie, wiec lepiej wyjechac wczesniej niz ryzykowac spoznienie. (tzn najwieksze ryzyko wtedy jest ze zakrzycze meza, ze to jego wina i bede sie dluzej denerwowac ;-)
Bardzo sie denerwuje ta wizyta, mimo ze teoretycznie nie ma czego sie bac. Ale zoladek mi wywraca do gory nogami. Juz wiem, jak sie czujecie podczas mdlosci.
No dobrze, komu w droge...
Po idziemy na szybkie zakupy bo lodowka pusta, wiec pewnie dam znac co i jak troche pozniej dzisiaj. ( mam nadzieje, ze dzidzia bedzie wspolpracowac i pokaze, co ma miedzy nogami ;-))