Ja od urodzenia mieszkałam w samej Wawie i myślałam, że nigdzie mi nie będzie tak dobrze jak tam....
Teraz mieszkamy może nie na takiej prawdziwej wsi, ale prawie...
Nie wącham już spalin, bo do okoła mam las. Pod oknem rosną kwiatki. Mam ogródek ze swoimi pomidorani, ogórkami (co wogóle nie wschodzą!) i innymi koperkami - jak mawia Kubuś!
W blokach z dzieckiem wychodziłam jak z psem dwa- trzy razy dziennie. Jak się za długo było z nim - to blokowe plociuchy gadały, że w domu nic nie zrobione, bo z dzieckiem się wietrzę... Jak nie wychodziliśmy, to gadały, że wyrodna matka, bo jej się d..y nie chce ruszyć.....
Teraz jestem od nich z dala. A jak się urodzi Maciek - to postawię go w wózeczku pod oknem i będę gotowała, a on będzie smacznie spał!!!