baska :-) bawcie się dobrze ;-) ehhh...
jak ja zazdroszczę tych waszych wyjazdów... mojego R wyciągnąć gdzies graniczy z cudem :-( nawet do jego rodziny nie jezdzimy :-( ostatnio udało mi się go namówić na wyjazd do jego babci...na początku lutego...
jedyna opcja żeby gdzieś jechać to kupić zamiast mieszkania kampera zeby miał cały czas dostęp do swojej kanapy, TV i lodówki z piwem... niedzielny spacer to też dla nas nieosiągalne marzenie... nic to... jak Monia wstanie to pójdziemy z Jaśkiem na spacerek, na lody ;-)
aaaa...Monia jadła dziś z nami obiad - miała to samo co my tylko w wersji gotowanej bez soli :-) dostała mięsko, ziemniaczki z masłem i groszek z marchewką :-) część zjadła łyzeczką, część paluszkami i była mega zadowolona a ja bardzo zdziwiona ze nie miałam wcale sprzątania :-) jedzonko spadało jej na kolanka i na blat a dywan czysty :-) ;-)
panna M śpi a pan J wcina słodycze... chyba mu sie juz poustawiało w głowie... pisałam Wam o tym??? Jasiek jadł ciągle słodycze... tylko chodzil za jakimiś cukierkami, ciasteczkami, lizakami, czekoladkami... wygłodzony po 4 latach diety... Koleżanka poradzila mi zeby zrobic mu jeden dzien ze slodyczami bez ograniczen ale w pozostale 6 dni tygodnia zero słodkości...
wyznaczyliśmy mu niedziele i na poczatku...masakra... chodził, jęczał cały tydzien a jak niedzieli sie juz doczekał to żarł (tak, żarł a nie jadł) słodcze bez umiaru...do tego doszła sprawa gości... przychodzą goscie w tygodniu, ciastka matka na stół daje a on nie może... myslałam ze mi serce peknie jak plakal, ale obiecalam mu ze mu schowam do pudełeczka i zje w niedziele...w piatek byliśmy u kolezanki - było pełno ciastek ale dal rade z chrupkami kukurydzianymi :-)
a dziś... przypomniało mu sie ze moze słodycze dopiero o 13:30 ;-) teraz siedzi nad talerzem i wcina :-)
chyba ten system działa...zobaczymy jak to bedzie dalej....
dobra...zmykam bo jakoś to opisywanie przypomnialo mi ze placek z agrestem na mnie czeka...lece krecic kawkę ;-)
miłej niedzieli ;-)