Hej.
Bombusiu, nie denerwuj sie. Pewnie wszystko wyjdzie ok na echo, tak jak u mnie.

Co ciekawe, dzis mialam obione swoje echo. Pogadalam chwile z lekarzem, powiedzialam, ze u malego tez echo bylo robione, bo stwierdzono niedomykalnosc zastawki plucnej, a on, ze u dzieci i wiekszosci mlodziezy to... stan fizjologiczny.

I kto mowi prawde? Wychodzi na to, ze gadaj tylko tak, by ciezarna podnerwowac, by chyba sobie biedaczka polazila po lekarzach i sie stresowala. Moze akurat wczesniej urodzi. :/ Co ciekawe do ilu lekarzy ginekologow nie zaszlam i ilu lekarzy mego malego widzialo to kazdy lekarz mowil co innego i kazdy cos nowego wynajdywal. Tylko moja ginka mnie uspokajala, takze tylko jej ufam i tylko jej sie slucham.
A ja dzis ledwo chodze. Dol brzucha boli (nie moge chodzic, nie moge sie przewrocic z boku na bok jak spie i nie moge zalozyc nogi na noge, bo cholernie boli). Krzyz tez napierdziela... Mialam dzis zajac sie sprzataniem kuchni, ktora mi zostala (caa reszta chaty wysprzatana

), ale sobie daruje, bo nie dam rady wspinac sie na stolki.

A to, ze mnie tak boli to chyba wina wczorajszej wizyty w Auchan, ktory w slangu miejskim nazywany jest Oszołomem. I kurde to prawdziwy sklep oszolom. Miedzy polkami z mezem spedzilismy pol godziny. Niestety drugie tyle... przy kasach i tez w koncu wyszlismy bez zakupow... Nie dosc, ze ludzi full, kolejki az sie zakrecaly jak swinskie ogony (kazda tak wyglaala), troche kas bylo otwartych to oczywiscie nikt ciezarnej nie przepusci tylko sie na mnie gapili jakby ufo zobacyzyli. Pal to szesc. Stoimy w tej kolejce, stoimy. (ustawilismy sie do kasy dla osob niepelnosprawnych - sama posiadam ku temu stosowna legitke). Mija 15 minut (kasjerka baaaardzo ruchliwa"), wiec ze zdenerwoania podchodze do niej i sie pytam czy to jest kasa dla osob niepelnosprawnyc i czy w zwiazku z tym osoby te sa jakos bez kolejki obslugiwane (stanelam tez tak, by widzial juz brzuch). Na co babka... "ja nie wiem". Zamurwalo mnie. Kuzwa, jak to ona nie wie. Przeciez na tej je*anej kasie siedzi, to jak moze nie wiedziec! Cos tam jeszcze pobakiwala, na co na koniec odparla. "Prosze stanac w kolejce to zostanie pani osluzona". Na co ja, ze juz dawno sie ustawila i juz dawno tak stoje i czekam. Poszlam do meza wsciekla jak osa. Dobra, stoimy dlaje. W koncu nogi zazely mi odpadac i przysiadlam na palecie, na ktorej stal towar (bo oczywiscie w sklepie czy to po stronie hali czy na zewnatrz lawek brak). W miedzyczasie przychodza nowe kasjerki, ale sa kierowane na sam koniec sklepu, gdzie zanim ja bym dobiegla z mezem i przecisnelabym sie przez ten dziki tlum to znow stalibysmy w tak mega dlugiej kolejce. Dobra, stoimy tam gdzie stalismy. W pewnym momencie podchodzi do naszej kasjerki kierowniczka, ktora kaze jej zamknac kase. Te osoby, ktore juz sie wylozyly na tasme zostana obsluzone. My nie! Jak to zobaczyam to az sie rozplakalam z tego wszystkiego. Teraz to juz i maz nie wytrzymal, jak nie rozpedzil wozek, jak nie pieprznal o jedna z polek to az echo poszlo. Zostalwilismy wozek z zakupami i wyszlismy czym predzej ze sklepu klas na czym swiat stoi. Ja wychodzac przez bramke tak nia szarpnelam, ze az cala zadrzala (ochoroniarz zwrocil mi uwage, ale pomyslalam sobie, ze tak was traktuje jak sklep mnie- klienta traktuje). Nie moglam sie uspokoic dobre 30 minut. Brzuch zaczal mnie pobolewac juz od tamtej pory i tak boli do teraz, tylko dzis nie moge chodzic. Pojechalismy do Carrefoura na zdecydowanie mniejsze zakupy, bo ja juz nie mialam sily chodzic no i bylo zdecydowanie drozej. Maz tylko nie mogl odzalowac 2 zl zostawionych w wozku w Auchan.

Powiedzielimy sobie, ze nigdy wiecej nie pojedziemy tak na jakiekolwiek zakupy.
Ale to nie koniec. Przyjechalismy do domu. Brat wyszedl z psem na wieczorny spacer. Tez wrocil wnerwiony. Sasiad z bloku obok tez wyszedl z psem, jakims wiekszym, ktorego spuscil ze smyczy. W efekcie rzucil sie na naszego i go troche "pokasal". Braciak dosc ostro zwrocil mu uwage. Myslal, ze tamten sie na niego rzuci, bo juz z pazurami to brata skakal. Tego idiote znam, bo sama pare lat temu trafilam na niego. Wychodzil z wilczurem (wczoraj bylo juz ciemno i rat nie widziala co to za rasa psa, tylko widzial, ze to duzy pies i bynajmniej nie skory do zabawy). Tez bez smyczy i kaganca. Tez sie rzucil na naszego, ale wtedy to byla ostra jatka. Balam sie nie tylko o siebie ale i o psa, ktorego mialam na ktortkiej smyczy. Balam sie, ze przez tego wilczura i ja zostane pogryziona. Jakos tamten idiota odciagnal go. Ale oczywiscie ja tez zaczelam sie wydzierac na niego, ze jest idiota, ze psa na smyczy sie trzyma i jeszcze go zrugalam. Kazal mi sie zamknac. Na co ja, zeby sam sie zamknal. Widzac nie sadzil, ze odpuskuje, bo zapytal w zlosci "co powiedzialas?" - "to co slyszales palancie" odrzeklam i poszlam dalej roztrzesiona ja i moj pies. Jak wrocilam z nim do domu to biedak schowal sie pod lozko i nie chcial spod niego wyjsc. Takze cala nasza rodzinka miala wczoraj nie za ciekawy dzien. Ale cos sie kroilo, bo wczoraj mezus szprosy na drzwo montowal i szybke pobil. :/