Ja tylko na chwilę. Nadaje z pracy. Chyba ostatnio wykrakałam sobie i Stasiek ma początki jakiegoś kataru. W ogóle nie chce nic prawie jeść od kilku dni, więc podejrzewam że poza normalnym buntem jedzeniowym, organizm walczy z jakimś przeziębieniem. Dzisiaj o 4 rano już miał zatkany nos i było wyciąganie fridą, cykr, wrzask, koty przybiegły mu na ratunek :-). Ja z mega okresem od wczoraj, na tabsach przeciwbólowych bo łażę zgięta w pół. Mama tylko nadzieję, że ma dobrą odporność i zwalczy w zarodku, albo szybko katar pogoni precz. Z jedzeniem jest loteria. Ciągle porcje kaszki lub zupy lądują w śmietniku. Mleka mi strasznie dużo schodzi, bo jak zrobię kaszkę z 6 miarek i nie zje, to robię mleko z 6 miarek. Jak nie wypije, to po 2 godzinach wylewam, i robię kolejne, jak np. mu się zachce za jakiś czas. Nie znam dnia ani godziny. Wczoraj zjadł zupę i nawet całe owoce, co mu się nie zdarzyło od 3 tygodni. Ale na noc kaszki już nie, tylko cienkie mleko po kąpieli.
Martwi mnie to bo jedziemy na Święta do teściów, i z marudem zakatarzonym to mi się w ogóle nie uśmiecha, pakowanie, jazda i powrót.
Szczotek do kibla nie nawidzę, obrzydliwe urządzenie. Mamy 3 kibelki w domu i nawet mieliśmy z TZ plan, żeby nie mieć w domu żadnej. Ale w końcu jedną kupiłam, taką dyżurną. Fuj. Nienawidzę tego przedmiotu.
Choć wbrew pozorom więcej bakterii jest na klawiaturze komputera, włączniku światła, klamce czy telefonie komórkowym. Bo kibel się desynfekuje i szoruje, a powyższych nie, albo bardzo okazjonalnie.
No i dzisiaj mamy 7 miesięcy :-)