Aia, u mnie też taki schemat.
malinka, nie ale marzę o wakacyjnym kursie w najsłynniejszej szkole Le Cordon Bleu w Paryżu, kurs podstawowy jest w cenie dobrego samochodu więc pozostanie to pewnie w sferze marzeń:-( A tak to książki, kuchnia TV, internet, moja mama

i próby, próby, praktyka, ja mam 5 segregatorów z przepisami samych ciast i chlebów, no i chemię zawsze lubiłam a pieczenie to chemia, temp. składników, kolejność dodawania, gramatura, konsystencja.
dzag, składniki w temp. pokojowej. Ubijamy białka, najlepiej w metalowej misce, jak dodaje cukier dopiero jak mam dość sztywną pianę, potem ubijam jeszcze 5 min. żeby piana była sztywna i lśniąca, nie ma obawy piany z białek nie można przebić. Potem stopniowo żółtka zmniejszając obroty miksera do minimalnych, mieszamy tylko do połączenia składników. Potem mąka, pszenna albo ziemniaczana z pszenną zależy od przepisu należy przesiać z dość dużej wysokości najlepiej dwa razy. Potem wmieszać do piany ruchami posuwistymi żeby jej nie zniszczyć. Kolejna sprawa piekarnik musi być nagrzewany już od początku jak robimy ciasto, nigdy nie wkładamy niczego do źle nagrzanego piekarnika, niestety to odbija się na cenie prądu:-) przynajmniej u mnie bo piekarnik chodzi codziennie.
Potem tak w piekarniku powietrze w cieście rozchodzi się nierówniemiernie tworzą się w cieście pęcherzyki powietrza, w lekkim rzuceniu na blat upieczonego biszkoptu chodzi o to żeby pęcherzyki powietrza utworzone podczas pieczenia, pękły i rozłożyły się równomiernie na cieście, a biszkopt był równy jak stół. Wyjmujemy więc biszkopt z małej wysokości rzucamy, "odkładamy mocniej" na blat kuchenny, potem kładziemy na kratkę i studzimy. Smacznego:-)