ja się witam i cieszę się z odnalezienia pieska!!!
zaraz się biorę do roboty, wczoraj w kuchni wygenerowałam taki syf... a wieczorem bardzo źle się czułam, tym gorzej jak patrzyłam na kuchnię... więc cały wieczór przeleżałam na kanapie i obejrzałam ten film w kocham kino, nawet był fajny tylko wpadłam po nim w taki rozpaczliwy nastrój że leżałam i łzy mi się lały... ale to było nawet przyjemne
tym gorszy miałam nastrój że mąż po pracy pojechał do warsztatu i siedziałam sama do 19, no ale w warsztacie wycinał kojec dla Keny, jak wrócił to zjadł i poszedł go montować w pokoju, a jak skończył to pojechał zawieźć bratu narzędzia które pożyczył i wrócił o 23.30... i sama znów siedziałam. No ale mamy już kojec

) kamień spadł mi z serca, wczoraj wyprałam koce, dziś kończę tam porządki i już dziś Kena będzie mogła spać w swoim gniazdku

wkleję Wam fotki jak będzie gotowe
a z bratem mąż ostatnio gada o pracy, pracuje teraz w zakładzie a brat ma małą firmę która robi pompy ciepła (ogrzewanie domów ciepłem z ziemi), interes mu się kręci i zarabia kasę no i chce męża wkręcić, tylko mąż musiałby się zdobyć na opuszczenie firmy w której pracuje już 8 lat, a to nie będzie dla niego łatwe... bo mój mąż bardzo się boi szukać nowej pracy bo coś może pójść nie tak, bo może być gorzej zamiast lepiej... ma swoją stabilizację i się jej kurczowo trzyma, ale nie ma tam perspektyw na jakieś wyższe zarobki... a marzy nam się lepsze życie - dom z ogrodem, zagraniczne wczasy, wyjścia do restauracji, rekreacja, podróże, dobre auto... a my bidoki tylko na spacer do lasu naszym starym trupem jeździmy i nie mamy widoków na poprawę... może udałoby się z tym bratem w firmie jakąś karierę zrobić... byłoby super! ja na jego miejscu bym zaryzykowała, no ale ja jestem otwarta na nowości i optymistycznie patrzę w przód a mój mąż przeciwnie
ok uciekam sprzątać bo już nie mogę patrzyć na ten syf... i znów jadłam chleb w jajku!!! :/