hej,
witam się po długiej nieobecności. Ale mielismy w domu mały ARMAGEDON

Fran w poprzednią niedzielę się rozłożył: 39 stopni, wymioty i biegunka. Dwa dni leżał i spał praktycznie. We wtorek się ożywił, lekarka mówła, że bedzie ok. Ale biegunka nadal była. A do tego nie wiele jadł. W środę rano M. się rozłożył na to samo, bo głównie on "obiegał" F., żebym ja się nie zarzaiła. Fran w środę zrobił się ospały i cały dzień by spał. We czwartek lekarz zlecił badania bo niby ok ale czemu taki senny i osłabiony. No i zaraz nas wysłał do zakażnego....tam od razu na oddział. Pediatra straszył mnie wirusem cytomegali, bo próby wątrobowe były podwyższone ale lekarka z zakaźnego mnie uspokoiła, że tak bywa przy odwodnieniu. Cały czwartek lali w niego płyny a on leżał jak betka. W piątek już się ozywił ale biegunka nadal nie ustępowała. Więc lali dalej te płyny, bo u dzieci się nie stopuje biegunek tylko nawadnia, bo one muszą wszystkie toksyny z siebie wydalić. A dorośli to co innego.
No ale już potem obiecali wypis na przepustkę w sobotę. A żeby nie było tak pięknie to ja się też rozłozyłam w nocy z czwartku na piatek i nie mogłam zminić M. po nocy w szpitalu ale dzieki Bogu mamy blisko babcie. M. też jeszcze nie doleczony z biegunką tam nocował więc siostry leczyły i Franka i jego

.
Fran wczoraj wyszedł ale na przepustkę i gdyby coś to od razu na górę na oddział. ale póki co zaczął jeść i od wczorajszego rana nie był w toalecie. M. też już ok a ja jeszcze w łóżku ale też już dochodzę do siebie.......normalnie MASAKRA.
To w dużym skrócie nasz ostatni, szlony tydzień

.
Nie nadrobię niestety co u Was , nie dam rady. Jak wydobrzeję to czeka mnie ogarniecie wszystkiego w domu, tony prania......ech.
Ale teraz będę już bardziej na bieżąco.
A z milszych wieści to w dniu przyjęcia F. do szpitala, jak siedzialam obok niego to poczułam pierwsze kopniaki Fasolki....uwielbiam to

.
W czwartek mam gina, musimy sprawdzić czy wsio ok po tym moim chorowaniu.
Do napisania.