Witam dziewczyny, poczytuję was od dłuższego czasu, ale dopiero teraz zdecydowałam się dołączyć
to moja druga ciąża, pierwsza problemowa, twardnienie brzucha od 18 tc a od 33 tc niewydolność łożyska. Ostatnie tygodnie w szpitalu, a wcześniej od 5 mc leżałam. Dodatkowo przed synkiem miałam ciążę biochemiczną, zdążyłam zrobic test tydzień po spodziewanej @ a już wieczorem było krwawienie. Potem rok starań ( mąż słabe wyniki nasienia) no ale się udało.
tym razem udało się za pierwszym razem. Właściwie to nawet pożądanie nie zdążyłam się nastawić na starania
I mimo moich wcześniejszych doświadczeń, tym razem jestem o dziwo bardzo spokojna. Stresuję się na dzień przed wizytą. Najbliższa już w środę

Pracuję w szkole i mam zamiar pracować przynajmniej do połowy ciąży.
tamta ciąża to były same nerwy. Teraz chcę się cieszyć, a nie panikować.
co do leków
dziewczyny czego ja w pierwszej ciazy nie musiałam brać. Normalnie cały przemysł farmaceutyczny. Rano jak wstawałam to leki miałam przy łóżku w małej kosmetyczne tyle ich było: witaminy, żelazo,luteina, aspargin, hydroksyzyna(nerwy) potem relanium, cordafen, potem fenoterol i isoptin. Moja mama bała się ze jakieś chore dziecko urodzę, ja zresztą też. Synek dostał 10/10 dziś ma prawie trzy latka i poza tym, że momentami jest nadpobudliwy

to rozwija się pięknie. ( choć lęk zostaje zawsze)
piszę to po to, zeby uspokoić te z was, które boja sie brać nawet paracetamol. Mi kiedyś lekarz tłumaczył, ze gorsza dla dziecka jest rozwijająca sie u matki infekcja niż lek, a bol silny tez szkodzi, bo stresuje mamę, a stres źle wpływa na dziecko.
Mam nadzieje, ze nie macie mi za złe, ze jestem nowa a tyle się rozpisałam.
bede zaglądała co jakiś czas pozdrawiam
