Jako dziecko, do 13 roku życia, mieszkałam w domu wielopokoleniowym. Rodzice kupili własne mieszkanie dopiero jak miałam właśnie 13 lat. Z mojej perspektywy dziecka i teraz jak ma to patrzę to było fantastycznie, codzienny kontakt z dziadkami i pradziadkami. Miałam przepiękne dzieciństwo, pradziadek robił ze mną rzeczy, na które tata nie miałby czasu albo na które rozsądek by mu nie pozwalał

To właśnie pradziadek wybudował mi domek w ogródku, on zabierał mnie z przedszkola przed leżakowaniem, nauczył mnie strzelać z procy

Prababcia cudownie gotowała, pokazała mi jak troszczyć się o zwierzęta, zaszczepiła we mnie miłość do nich. Babcia była młoda jak się urodziłam, ale byłam jej oczkiem w głowie, strasznie mnie rozpieszczała, zwłaszcza materialnie. Na szczęście rodzice nad wszystkim panowali

Dzięki temu nauczyłam się żyć ze starszymi osobami, skutecznie im pomagać. Mój mąż mieszkał od początku ze swoimi rodzicami i zupełnie nie ma podejścia do starszych ludzi, nawet czasem ni potrafi zrozumieć co mówią albo się niecierpliwi. Po prostu nie ma obycia, to oczywiście nic złego, ale cenię to jak ja miałam.
Z perspektywy rodziców już nie było tak słodko, więc postanowili, że się wyprowadzimy. Niemniej jednak są takie rodziny, które potrafią żyć ze sobą w domach wielopokoleniowych i to jest piękne
