ja uważam że każdy wiek jest dobry na dziecko jeśli kobieta tego dziecka pragnie i cieszy ją macierzyństwo to jest bez różnicy czy ma 20, 30 czy 40 lat. Nie lubię stwierdzenia " szybko odchować i z głowy" . chociaż kiedyś myslałam podobnie dlatego zdecydowałam się zajść w pierwszą ciąże mając 20 lat a drugą mając 22, szłam tokiem myślenia "odchowam do 40 tki i super" po drodze jednak zmieniały sie moje poglądy i priorytety, stwierdziłam że macierzyństwo daje mi tyle szczęscia i spełnienia że wcale nie chcę ich "szybko odchować" Mam porównanie macierzyństwa po 20tce i po 30 tce i śmiem stwierdzić że im kobieta starsza tym to macierzyńswto spokojniejsze, cierpliwsze, dojrzalsze. A swoje pasje można realizować nawet z dziećmi a nawet jak najbardziej z dziećmi bo to o wiele przyjemniejsze. Mój mąż kocha motory, od pinad 10 lat jeździ w motocrosie, dzieci poszły w jego ślady, od marca do października każdy weekend jeździmy po torach, to taka nasza rodzinna pasja, ja z kolei uwielbiam podróżować, zwiedzać, jeździmy z dziećmi, nic nie stoi na przeszkodzie, z czwórką dzieci zeszłam cały Paryż i całą Wenecję . Nie widzę konieczności czekania na realizacje marzeń jak dzieci pójdą z domu. Z nimi cieszy mnie to wszystko podwójnie. Gdybym mogła to zatrzymałabym czas tu i teraz ( no może już po porodzie ) bo wcale ani trochę nie chcę żeby dorośli za szybko a niestety rosną za szybko i czas ucieka między palcami dosłownie i nim się obejrzę będą po kolei wychodzić z domu.
Moja starsza odemnie siostra urodziła swoje dzieci w wieku 18, 20, 24 lat. Teraz jest po 40tce, dzieci dorosłe. Od zawsze słyszałam jak mawiała co to nie będzie robić jak jej dzieci wyfruną z domu, jak to super będzie ,ona młoda z odchowanymi dziećmi. I co? nic jej się nie chce, trochę poszala, pojechała sobie tu i tam i koniec. Ciągle mi teraz powtarza że dzieci mobilizowały ją do wszystkiego, chciało jej się chodzić z dziećmi na basen ( samej się nie chce) chciało się organizować wycieczki ( samej się nie chce) a nawet ten spokój i odpoczynek zaczął męczyć i teraz ciągle przyjeżdza do mnie i mówi że u mnie jest "zycie" i niczego jej bardziej nie brakuje niż tego pozytywnego chaosu.