• Weź udział w konkursie i wygraj laktator SmartSense i wyprawkę dla mamy 💖 Kliknij Do wygrania super nagrody, które ułatwią codzienne życie rodziców.

    Wygraj grę z serii Słonik Balonik dla maluszka 💖 Wchodź Zadanie jest proste. Działaj i wygrywaj

reklama

Słoiczki

reklama
Nie sądzę by większość uważała to za trudność. Ja sama mogę na palcach jednej ręki zliczyć ile razy podawałam dziecku słoiczek, ale komuś kto podaje nie zamierzam robić wykładu z gotowania marchewki i ocenianie tego jako leniwe. Każdy decyduje sam o tym co podaje swojemu dziecku i co to ma wspólnego z kp i L4. 🤷

Gdzie ja użyłam swoją leniwe?
 
Ja nigdy nie miałam ambicji na tytuł matki roku. 😊
Ale potrafie sama ugotować warzywo. Jestem zdziwiona, ze większość uważa to za trudność.
Jesli chodzi o frustracje….jak się nie ma żadnych logicznych argumentów to się zaczynaja prywatne wycieczki.
Ugotowanie marchewki nie jest dla mnie trudne ale nie będę gotować ćwiartki marchewki. Gotowanej ani ja, ani Mąż nie zjemy z własnej woli więc gdyby dziecku nie zasmakowała/uczuliła to i tak wszystko w kosz. Mam również wątpliwości co do jakości warzyw dostępnych w sklepach (na ryneczku kupują w hurtowni warzywa- widzialam etykiety na workach) więc ufam bardziej słoikom, które jednak jakieś normy jakościowe muszą spełniać
 
Dzień dobry. Moja córka jutro skończy 4 miesiące, karmię ją mlekiem modyfikowanym. dzisiaj planuje jej dać pierwszy raz marchewkę ze słoiczka chociaż z 3 łyżeczki. Na słoiczku jest podane po 4 miesiącu...Mam nadejdzie że nie jest za wcześnie na pierwszy obiadek. Córka ma duży apetyt 😅 proszę o jakieś rady...
Ja zaczynałam podawać swojemu dosłownie na tydzień przed ukończeniem 4 miesiąca.
Zaczynałam od 2 łyżeczek.
2 łyżeczki marchewki, dzień przerwy, 2 łyżeczki marchewki.
po 2 dniach 2 łyżeczki startego jabłka, dzień przerwy, 2 łyżeczki startego jabłka.
po kolejnych 2 dniach 2 łyżeczki deserka ze słoiczka, dzień przerwy, 2 łyżeczki deserka.
z kaszką tak samo.
Potem wchodziły 3-5 łyżeczek codziennie.

Każde dziecko jest inne. Ważna jest obserwacja.
Mój bardzo wcześnie zaczął jeść jajecznicę z nami, chlebek, sernik, rybka itd.
Jedno dziecko jest ciekawe samego jedzenia i chętnie próbujez drugie niekoniecznie.
Dochodzi kwestia zachowania się samego organizmu. Jeden organizm przyjmie nowe produkty bez problemu, drugiemu wyskoczy wysypka, dostanie biegunki lub zatwardzenia.
Wszystko to kwestia obserwacji własnego dziecka.
 
Ugotowanie marchewki nie jest dla mnie trudne ale nie będę gotować ćwiartki marchewki. Gotowanej ani ja, ani Mąż nie zjemy z własnej woli więc gdyby dziecku nie zasmakowała/uczuliła to i tak wszystko w kosz. Mam również wątpliwości co do jakości warzyw dostępnych w sklepach (na ryneczku kupują w hurtowni warzywa- widzialam etykiety na workach) więc ufam bardziej słoikom, które jednak jakieś normy jakościowe muszą spełniać


Można przeliczyć również ile kosztuje ugotowanie takiej ćwiartki marchewki a ile zakup sloika, który może stać 48h w lodówce. Ale również nie widziałam sensu gotować marchewki. Za to widzę sens pokroić banana, czy zetrzeć jabłko. Coś co sie nie zmarnuje, bo ktoś może to zjeść.
 
Ja zaczynałam podawać swojemu dosłownie na tydzień przed ukończeniem 4 miesiąca.
Zaczynałam od 2 łyżeczek.
2 łyżeczki marchewki, dzień przerwy, 2 łyżeczki marchewki.
po 2 dniach 2 łyżeczki startego jabłka, dzień przerwy, 2 łyżeczki startego jabłka.
po kolejnych 2 dniach 2 łyżeczki deserka ze słoiczka, dzień przerwy, 2 łyżeczki deserka.
z kaszką tak samo.
Potem wchodziły 3-5 łyżeczek codziennie.

Każde dziecko jest inne. Ważna jest obserwacja.
Mój bardzo wcześnie zaczął jeść jajecznicę z nami, chlebek, sernik, rybka itd.
Jedno dziecko jest ciekawe samego jedzenia i chętnie próbujez drugie niekoniecznie.
Dochodzi kwestia zachowania się samego organizmu. Jeden organizm przyjmie nowe produkty bez problemu, drugiemu wyskoczy wysypka, dostanie biegunki lub zatwardzenia.
Wszystko to kwestia obserwacji własnego dziecka.


Mój uwielbia jajecznicę. Z zupy woli warzywa, samą zupę pluł. A zupa krem nie podoba mu się. Do ryby nie mogę go przekonać, ale za to parówki, kiełbasa już chętnie zjada. Za to jeśli chodzi o kaszki absolutnie nie zje, wypluje. A córka kochała. Także co dziecko to co innego, niestety.
 
A kwestia słoiczków czy własnego gotowania...
Póki jadł po 2-5łyżeczek to korzystałam ze słoiczków.
Później w malutkim garnuszku zaczęłam mu gotować 1 ziemniaka, kawałek marchewki, dorzucałam 1 brokuł czy parę zielonych fasolek .
Mając 6miesięcy gotowe musy dodawałam mu sporadycznie do kaszki.
Ja obiadek ze słoika podałam tylko jeden jedyny raz 😄 : raz że wszystko zwrócił w kupie, to bodów żadne środku nie były w stanie już doprać 🙈
Ale ogólnie - ja tak uważam - to kwestia wyłącznie matki, czym i jak będzie karmić swoje dziecko.
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry