reklama

Słomiane wdowy

Elisabeth ja mam inną teorię co do rozłąki i zdrady. Wiem jedno gdybym miała zdradzić męża, lub gdyby mąż miałby zdradzić mnie nie musielibyśmy żyć oddzielnie. Mógłby to zrobić pod moim nosem, a ja i tak pewnie dowiedziałabym się ostatnia.
Nie wiem może ja jestem jakaś nienormalna, ale w życiu nie przyszło mi do głowy, że mój mąż może mnie tam zdradzać :baffled: mam do niego pełne zaufanie. Mam nadzieję, że on też może o mnie to powiedzieć. Ale to jet moje zdanie, każdy związek jest inny, inne są stosunki pomiędzy małżonkami. Ja piszę o sobie i o swoim mężu. Jesteśmy ze sobą szcześliwi, teraz ta rozłąka....... ale my żyjemy już tym, że za kilka miesięcy będziemy już razem i to nam dodaje skrzydeł do działanie, a że czasami dopadają nas doły.... kto ich nie ma.
Sewa wcale nie masz innej teorii na zdrade, bo ja tez tak twierdzę, jak Ty że można zdradzic drugą osobe pod jej nosem. Ja równiez ufam swojemu mężowi i o nic go nie podejrzewam i wiem zę on mnie też nie i tez jesteśmy szczęśliwym małżeństwem... Ja po prostu jak m-ktosia nie wytrzymałabym na dłużej rozłąki, bo potrzebuje swojego męża blisko i chyba to jest normalne?
 
reklama
Sewa wcale nie masz innej teorii na zdrade, bo ja tez tak twierdzę, jak Ty że można zdradzic drugą osobe pod jej nosem. Ja równiez ufam swojemu mężowi i o nic go nie podejrzewam i wiem zę on mnie też nie i tez jesteśmy szczęśliwym małżeństwem... Ja po prostu jak m-ktosia nie wytrzymałabym na dłużej rozłąki, bo potrzebuje swojego męża blisko i chyba to jest normalne?

Elisabeth pewnie, że potrzeba bycia blisko swojego męża jest normalną, oczywistą potrzebą... i dlatego ja jadę do mojego, bo dłużej nie chcę żyć na odległość.... ale równie dobrze rozumię Beatę i jej życie. Człowiek do wszystkiego może się przyzwyczaić, wszystko zależy od charakteru, od stosunków pomiędzy małżonkami. Nie mnie oceniać życie i decyzje innych.

Ja wiem tylko jedno gdybym miała podjąć drugi raz decyzję, co do wyjazdu męża w życiu bym się nie zgodziła. Ale to jest moje zdanie. Jest nam ciężko bez siebie, ale najciężej ma nasz syn, który bardzo kocha tatę i bardzo tęskni.

Ale u nas to już kwestia kilku miesięcy i będziemy razem. Daleko od rodziny, znajomych, ale razem. Za kilka lat planujemy powrót do Polski, co z tych planów wyjdzie..... zobaczymy.

Pozdrawiam Was serdecznie.
 
Sewa czyli w sumie mamy takie samo zdanie na temat słomiankowania. Zgadzam się z tym co napisałs poprzednio. Ja zrobiłabym tak samo, tzn pojechała do męża. Przeciez ja tez nie oceniałam niczyich decyzji i masz rację ze to zalezy od charakteru człowieka i jego podejscia do róznych spraw. Tak samo myslimy tylko może moje wcześniejsze wypowiedzi było tropchę ostrzej napisane. Na pewno nie chciałam nikogo urazić. Zyczę Ci jak najszybszego spotkania z mężem u mnie to już tylko 13 dni... ale się cieszę!!!
 
Witam Serdecznie!

Jestem tu całkiem nowa więc chciałam sie przedstawić.

Mam na imię Kasia, mam 22 lata i od 8 miesięcy jestem "słomianą wdówką".
Mój synek ma 4 miesiące, jak widać na mojej linijce :tak:
Tatuś widział swojego synka dopiero raz i drugi raz zobaczy go za miesiąc.
Tęsknimy bardzo, ale niestety tak narazie musi być.
Początek był ciężki, ale teraz można powiedzieć, że przywykłam.

Nie wiem dlaczego dopiero teraz pomyślałam, żeby poszukać forum, na którym mogłabym znaleźć kogoś kto wie w jakiej jestem sytuacji :-)

Mam nadzieje, że mnie nie wygonicie ;-)

Pozdrawiam.
 
Witaj Kasiorzyca i klikaj z nami :tak:

Elisabeth w sumie to mamy takie samo zdanie :tak: fajnie, że Twój mąż już wraca do domku :tak: mój na razie tylko na święta na 2 tyg.
 
Dzięki Sewa za powitanie :-)

Będę napewno klikać :-D

Zazdroszcze tym dziewczynom, których mężowie wracają już na stałe.
Mój Mariusz wraca narazie na 3 tygodnie...
Na święta i Nowy Rok...

A poza tym zima :szok:

Buziaki :*
 
witaj Kasiorzyca :-)

Co do zdrad to tylko napomkne ze to teoretycznie ja mialabym o wiele wiecej okazji na skok w bok niz moj maz...Wiem jakie sa obiegowe opinie na temat marynarzy, ale moj maz w trakcie rejsu wlasciwie nigdy nie schodzi na ląd, a plywaja z nim sami faceci...:-D
 
Jeśli chodzi o zdrady to przychylam się do zdania, że równie dobrze mężczyzna może nas zdradzać pod naszym nosem.

Moja koleżanka była zdziwiona, że pozwoliłam mojemu Mariuszowi wyjechac...
Bo będzie daleko i może mnie zdradzić...

Czysta głupota...
 
Moj maz plywa juz 5 lat, na duzym statku sa tam kobiety i mezczyzni, zaloganci i pasazerowie, zaloga liczy sobie 550 mezczyzn i 300 kobiet z roznych stron Swiata ,a 3000 to pasazerowie, wcale nie mysle czy mnie zdradzil, zdradza czy zdradzi. Po co mam sobie zawracac glowe takimi domyslami, wole skoncetrowac sie na dziecku i czekaniem na meza. A Ci ktorzy mowia , ze marynarz ma zone w kazdym porcie, to jakies staroswieckie gadanie sprzed 300 lat i tyle. Te ktore najglosniej krzycza,ze maz ktory wyjezdza za granice lub w morze, nie maja zielonego pojecia w znajomosci tematu i tyle.
Wlasnie nasi mezowie ktorzy sa daleko od nas udowodnili jak bardzo nas kochaja, ucza sie wytrwalosci, cierpliwosci, walki z zadza i odpowiedzialnosci, potrafia docenic nasz najmniejszy gest, ugotowanie obiadu, zrobienie ciasta itp. Takie jest moje zdanie. Nasi mezowie wyjezdzajac za granice lub w morze, mysla jak zarobic kase na mieszkanie, i jakis maly biznes zeby lepiej sie zylo rodzinie. Wcale nie mysla o zdradzie, wiem ze sa wyjatki ale pisze tu o madrych i odpowiedzialnych facetach a nie o szczeniakach, ktorzy czekaja tylko na skok w bok.
 
reklama
Beaciu całkowicie się podpisuję pod Twoim postem :tak:
Zgadzam się z każdym słowem.

Szczególnie pod tym, że bardziej nas doceniają ;-)

A tak poważnie, to ja też myśle, że taki wyjazd wymaga od mężczyzny nie lada wytrwałości i odwagi.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry