reklama

Słomiane wdowy

Mysz1978 dokladnie, ja tez do tego tak podchodze jak go nie ma,to nie ma, a jak jest to 24 godz. na dobe razem z nami. Wszystko wtedy robimy razem- zakupy, spacery, kino, wypoczynek......jestesmy ciagle razem. Takie sa wlasnie uroki bycia zony marynarza, sa dobre i zle strony. Moj maz kidys pracowal w kraju, zawsze byl w pracy, z urlopem byl problem i co ja z tego mialam- NIC, z pracy wracal zmeczony i wiecej go nie bylo, jak byl. Znam duzo szczesliwych malzenstw, ktore tak zyja. A fakt ze maz pracuje w kraju, nie znaczy wcale ze jest lepszym mezem i ojcem.
 
reklama
No tak Wy wiedziałyście do "jakiej rzeki wchodzicie" i jak to będzie wyglądać.. ja zasmakowałam trochę życia słomianej wdowy i wiem że to nie dla mnie, dziś rano powiedziałm swojemu mężowi, ze jak kiedys postanowi wyjechac bez nas do pracy to na pewno ja tego nie wytrzymam... i wiem że jak przyjedzie do domku juz na stałe to będziemy musieli się dotrzeć na nowo, bo jest jeden dzień i juz są zgrzyty (oczywiście o pierdoły)...Także Wam zycze wytrwałości, a sama zmykam do męża... musze sie nim nacieszyć na następne ale już ostatnie 3 tygodnie rozłąki:-)

P.S. A mój pierwszy post od którego zaczęła się ta dyskusja nie był krytyką takich związków, chciałam się tylko wyżalić, że jest mi źle samej, a został na opak odebrany:-(
 
Witam słomianeczki. Dawno tu nie zaglądądałam. Nie tam, żeby coś się u mnie zmieniło, dalej słomiankuję.

Elisabeth ale Ci fajnie, że Twój mąż na stałe już do domku wraca. Trzy tyg. to jak z bicza strzelił.

U mnie ostatnio ciężko. Psychicznie wykańcza mnie ta samotność. Ale co robić..... zaciskam zęby i do przodu.

Pozdrawiam Was wszyskie bardzo serdecznie.
 
:-)Elisabeth moj maz pezed slubem mial prace w kraju, po slubie tez pracowal w Polsce. Mowil ze chce wyjechac, ale myslalam ze to puste slowa. Zycie nas do tego zmusilo, zeby tak wlasnie zyc. Wierz mi, ze do takiego stanu w jakim jestem teraz, dochodzilam przez pare lat. Pierwszy jego wyjazd wspominam jak jeden wielki koszmar, teraz jest juz ok. Wierz mi, ze po paru latach kobieta duzo rzeczy moze zaakceptowac, ale do tego potrzeba czasu, czasu, czasu......;-)Ciesz sie mezem.;-)


:tak:Sewa glowa do gory, meza pewnie nie ma w domu, dlatego pewnie tak zle sie czujesz. Pomysl sobie, ze on to robi dla rodziny i juz niedlugo wroci. Przykro mu by bylo ,gdyby sie dowiedzial, ze jest Ci zle. Posluchaj moj maz wroci dopiero w lipcu i jakos daje rade, trzymam sie dla niego i dla syna. Badz dzielna, czas szybko leci. Teraz mialam rocznice slubu i Go nie bylo, mowi sie trudno- takie czasy. Zycze czy wszystkiego dobrego i nie smuc sie.:-D:-D:-D:-D:-D:-D
 
Witam wszystkie "słomiane wdówki". Aż żal mi serce ściska że nie wiedziałam wcześniej o tym forum. Ja "słomką" jestem już od prawie 2 lat, mąż jest kierowcą międzynarodowym. Jak ja Wam zazdroszczę tego pogodzenia się z życiem. Ja już nie potrafię z optymizmem patrzeć w przyszłość. Zaczynaliśmy takie życie świadomie i tak jak pewnie wszyscy z powodów finansowych, tyle że umowa była taka, że jak się odkujemy to on wraca do domu. Ale niestety mój małżonek zmienił zdanie, nie biorąc pod uwagę moich uczuć... Ale to jeszcze nic, ja po prostu od dobrych kilku miesięcy obserwuję jak nasz związek umiera o ile już się to nie stało :( . Nie myślcie sobie że stałam biernie i się temu przyglądałam, wręcz przeciwnie, walczyłam, rozmawiałam, prosiłam,płakałam, w końcu doszło do tego że błagałam go o to żeby mnie choć zauważył. I nic. po prostu nic. Zero reakcji. Poza naszą córcią która ma już 2 latka nic nas już nie łączy. Nie mamy tematów do rozmów, nie mamy wspólnych zainteresowań, ulubionych filmów, nie śpimy nawet w jednym łóżku, o pożyciu intymnym nie wspominając. Poza rozmowami i tym podobnym akcjom przeprowadziłam inne: zmieniłam bieliznę na "ładniejszą", i dzienną i nocną, dbam o siebie bardziej niż jak się poznaliśmy, regularnie odwiedzam fryzjera, solarium itp. Słowem robie wszystko żeby mój mężczyzna znów ujrzał we mnie kobietę a nie tylko kurę domową. I nic. Ostatnio urządziłam awanturę żeby mnie zauważył. I zgadnijcie co? Nic. Wiem że nasuwa się podejrzenie o inną, ale dziw bierze nie zauważyłam żadnego podejrzanego zachowania i co jest najśmieszniejsze w całej tej historii to ja wierzę że on mnie kocha. Jego sposób na okazywanie mi uczuć to sms-y zza granicy i wypłata do ręki która starcza nam na całkiem fajne życie. Ale co z tego? Jestem już tym zmęczona, mam dość bycia tłem naszego domu. Czuję się jak mebel konieczny w naszym mieszkaniu. A i najlepsze na koniec: powiedziałam mu że mam dość takiego życia i że nie chce tak żyć, i że wiem że on nie ma zamiaru zmienić pracy. I nic. Stwierdził z głupim uśmieszkiem na twarzy że nie wie co ma mi powiedzieć. Proszę,powiedzcie mi co mam robić bo ja naprawdę nie mam już siły na walkę o ten związek bo widzę że jestem na pozycji przegranej...
 
Jezeli chcesz utzymac rodznke w komplecie to walcz o nia i nie poddawaj sie mozesz wiele zyskac ale zycie pisze rozne scenariusze ale nie poddawaj sie ja tez miałam wiele sytuacji ze w pewnym momencie nie wiedzialam co robic ale z kazdej sytuacji sa jakies wyjscie trzymaj sie
 
Renatko104 moze to tylko chwilowe u meza, daj mu troszke czasu. Jest moze zmeczony i chce troszke odpoczac. Powiem Ci jedno, piszesz ze maz obiecal ze jak staniecie na nogi , to wroci do pracy w Polsce. Czlowiek szybko przyzwyczaja sie do kasy i dobrego zycia. Perspektywa zycia od pierwszego do pierwszego, pewnie go przeraza. A wierz mi wydatki beda ciagle rosly- dziecko pojdzie do przedszkola, potem szkola, zajecia dodatkowe , duzo bym mogla tu wymieniac i skad wtedy na to wezmiecie. Jezeli zmusisz go do pracy w kraju, wtedy bedzie jeszcze gorzej jak teraz. Bedzie nerwowy i zly na Ciebie, ze ciagle kasy brakuje.Obarczy Cie wina za klopoty finansowe, niech tam pracuje, dopiero za granica czlowiek docenia zone, dzieci. Jest dumny, ze sprawdza sie jako glowa rodziny i niczego Wam nie brakuje. Mysle ze maz Cie kocha, tylko moze jak jest w domu to juz zbytnio, nie chce mu sie mowic o milosci, juz samo spedzenie czasu z Wami jest dla niego cudowne. Moze zbytnio nie narzucaj mu sie, sluchaj moj maz jak wraca do domu( jest w morzu od 6 do 10 miesiecy) ciagle siedzi w domu i ma swoj swiat. Nie probuj na sile wejsc w jego swiat, mysle ze wazne dla Twojego meza jest juz sama Wasza obecnosc.
Popracuj moze troszke nad wzbudzeniem zazdrosci w mezu, wierz mi ze to pomaga, zrob to delikatnie. Zycze Ci powodzenia i nie stresuj sie.
 
bardzo dziękuję za rady, wierze że miałyby one sens dla mojego związku gdyby nie fakt że wczoraj miałam "przyjemność" poznać kochankę mojego męża... a on wyprowadził się dziś z domu . Pozdrawiam.
 
Ja właśnie pisząc ze nie pozwoliłąbym na wyjazd męża za granice bałabym się takiej sytuacji o jakiej pisze Renata... i to nie koniecznie mąż miaby mnie zdradzić, bo mogłabym zrobić to ja... wyszłąm za mąz wiec mąz ma byc przy mnie...wiem że może niektórych takie zdanie wkurzać ale ja tak mam....kasa to nie wszystko, czasami lepiej życ skromniej a razem... nie wszyscy mają taka silną wolę i można podziwiać osoby które właśnie latami pracuja (są oddzielnie) na to żeby w końcu byc razem...bo chyba u Ciebie Beatko tak jest?
Ciesze się ze już za 17 dni będziemy razem...
Tak Sewcia 3 tyg to jak z bicza strzelił... hura:-)

Renata coż Ci moge napisać? Nie będę Cie pocieszać, bo swoje pewnie i tak musisz wypłakać, napisze tylko tyle że lepiej ze już wiesz o co chodzi i na czym stoisz... minie czas, zaleczysz rany i znajdziesz kogoś kto doceni to jak dbasz o siebie... 3maj się!
 
reklama
bardzo dziękuję za rady, wierze że miałyby one sens dla mojego związku gdyby nie fakt że wczoraj miałam "przyjemność" poznać kochankę mojego męża... a on wyprowadził się dziś z domu . Pozdrawiam.

Jejku nie wiem co ci napisać :-( tulę mocno.

Elisabeth ja mam inną teorię co do rozłąki i zdrady. Wiem jedno gdybym miała zdradzić męża, lub gdyby mąż miałby zdradzić mnie nie musielibyśmy żyć oddzielnie. Mógłby to zrobić pod moim nosem, a ja i tak pewnie dowiedziałabym się ostatnia.
Nie wiem może ja jestem jakaś nienormalna, ale w życiu nie przyszło mi do głowy, że mój mąż może mnie tam zdradzać :baffled: mam do niego pełne zaufanie. Mam nadzieję, że on też może o mnie to powiedzieć. Ale to jet moje zdanie, każdy związek jest inny, inne są stosunki pomiędzy małżonkami. Ja piszę o sobie i o swoim mężu. Jesteśmy ze sobą szcześliwi, teraz ta rozłąka....... ale my żyjemy już tym, że za kilka miesięcy będziemy już razem i to nam dodaje skrzydeł do działanie, a że czasami dopadają nas doły.... kto ich nie ma.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry