reklama

Słomiane wdowy

Ewcia u nas zmiany tak szybko nastepuja ze musze byc bardzo elastyczna. Jest tak maz wyjechal we wrzesniu i powinien byc na statku do 08.marca 2008, ale to wciaga i sobie przedluzyl do lipca. Ja sie nie skarze, bo faceci nie lubia jak baba marudzi no nie. Wiec trudno, cale szczescie ze mam kochanego synusia, mama mieszka 100 m od nas i mam duzo znajomych, wiec jakos powoli zycie toczy sie dalej. Zreszta jest tak juz 5 lat.
 
reklama
To ja musze powiedzieć że podziwiam (a może dziwie sie?) Was że tak długo wytrzymujecie bez mężów, dla mnie wtedy takie małżeństwo nie miałoby najmniejszego sensu, to już nie małżeństwo, nawet nie związek, to juz nawet nie jest bycie razem... najsmutniejsze jest to że tak dużo ludzi teraz żyje, jedna "połówka" w Polsce, druga gdzies krązy po świecie za pieniądzem, żeby żyło się lepiej, ale komu? Nie zrozumcie mnie źle bo ja tu nikogo nie krytykuje, tylko nasz kraj... w naszym kraju ciężko jest uczciwie pracowac i mieć godne życie i to jest przykre...:-(
 
Elisabeth czemu piszesz ze to nie jest malzensto ani zwiazek- jezeli ktos zyje w ten sposob. Jest jak jest, a ja tez tak kiedys mowilam, ale jak taka sytuacja spotkala mnie to zmienilam zdanie. Nie zgadzam sie z Toba, ze jezeli ktos zyje w ten sposob, ze to nie ma sensu, a czy sens jest zyc w kraju i zeby brakowalo mi na normalne zycie?
 
Beata ale ja nikogo nie krtytykuję że w ten sposób zyje ... źle zrozumiałaś mojego posta, ja napisałam że nasz kraj jest chory że zmusza ludzi do takich poświęceń... to dla mnie nie miałoby sensu, ja nie potrafiłabym tak żyć, wiem to bo jestem od kilku m-cy sama, ja potrzebuje bycia z kimś, bliskości... mój mąż tez chciał pewnego czasu wyjechac, ale ja się nie zgodziłam... To porostu nie dla mnie, albo razem, albo... nie po to brałam slub żeby żyć samotnie, tak właśnie samotnie, moze nie sama ale samotna... źle mi jest... Dlatego podziwiam Was... tych, którzy zdecydowali się na to... Mam nadzieję ze teraz już dobrze napisałam?
To moje zdanie i nikomu go nie narzucam, tak jakoś mi się na smuteczki zebrało i to napisałam...
 
Ja tez bym tego chciala,zeby zdal. Ale poki co musze byc cierpliwa. I bardzo boli mnie jak ktos mi mowi ze , taki zwiazek i malzenstwo nie ma sensu. W zyciu wszystko ma swoj sens. A w Polsce gdyby bylo dobrze nikt za chlebem by nie wyjezdzal.
 
Mi na poczatku tez bylo zle, ale musialam stanac na nogi- mam przeciez dziecko. Maz wyjechal jak synek skonczyl rok, przez 5 lat zdazylam do tego przywyknac. Ale poczatki byly bardzo ciezkie.
 
Beata jesli Cię uraziłam to przepraszam, ale takie jest moje zdanie... a powiedz czy po tych 5 latach mimo tylu ludzi jakich masz w koło nie czujesz się samotnie, nie brakuje Ci męskiego ramienia?
 
A tak w ogóle to to jest temat rzeka... i wiadomo każdy wybiera dla siebie mniejsze zło... ja wiem jedno, na dłuższą mete ja bym tego nie zniosła, z reszta po takiej rozłące to każdy już żyje we własnym świecie i wiem że jak mój mąz wróci do domku to trzeba będzie się na nowo do siebie przyzwyczaić... i ciesze się że trwało to tak krótko (choc dla mnie i tak za długo), bo inaczej byłoby cięzko...
 
reklama
U nastak po prostu jesti tyle - taka moj maz ma prace i wiedzialam o tym wychodzac za niego za maz - i tak nie jest zle teraz bo wyplywa na 8 tygodni i tyle samo spedza w domu i jest 24 godziny na dobe tylko dla mnie i dla Jasia. Dla kogos to moze byc chore, ale dla zon marynarzy to norma ;-)
Jasne ze jest trudno - zwlaszcza tuz po wyjezdzie meza i tuz po jego powrocie do domu i trzeba sie przyzwyczajac (a potem odzwyczajac), ale takie sa "uroki" tej pracy i tyle...
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry