susel - dobre pytanie, hi hi. Niestety prawda wygląda tak, że mamy zupełnie inne systemy żywienia, ale powoli przekonuje się do mojego, dostosowanego do jego metabolizmu, bo mamy inne. I tak, ja wstaję rano wypoczęta i głodna, zjadam sycące śniadanie (najczęściej 3 jajka na miękko albo kaszkę jaglaną sobie gotuję), on ledwo się zwleka z łóżka i zjada kawałek chlebka. Potem w pracy ja jem garściami orzechy, słonecznik, żurawinę, pestki dyni, pistacje, nerkowce i kocham daktyle, on je kanapki, w domu jemy oboje obiad, tu staram się już coś sensowniej upichcić, ale też, ja wybieram indyka albo królika z mięs, on by kurczaki wcinał. Kolację jem rzadko, bo obiad jem jak dla mnie dość obfity (moje porcje są największe z porcji całej rodziny, mimo, że jestem drobniutka), on nieraz jakieś słodkości wcina na kolację. Także jesteśmy zupełnie inni, ale powoli się przekonuje, jak trochę czyta i się dokształca. Także nie rewolucja, a ewolucja. Ja też powoli doszłam do mojego systemu jedzenia. I też powinnam np. jeść więcej warzyw, jeść więcej ryb, za którymi nie przepadam, wiec jeszcze mam co poprawiać, ale np. mój mąż nauczył się świetnie kupować zdrową żywność. Czyta datę ważności (bo często przynosił przeterminowane rzeczy) i skład, jak czegoś w składzie nie rozumie, to nie bierze. Proste i skuteczne :-)
Malusiolka - biorę siatkę na motylki i łapię i łapię :-) :-) :-)