Dziewczynki mam problem..
Jestem w ciąży, to początek i bardzo boję się o maluszka. Czy da radę te najgorsze 10 tyg. Ale powtarzam sobie codziennie jak mantrę: że urodzę zdrowe i silne dziecko.
Powiedziałam swoim rodzicom i siostrze o ciąży. Dziś jedziemy do Ksiecia rodziców. Im na razie wolałabym nie mówić bo są trochę dziwni. Ale to jego rodzice więc nie moge się niezgodzić.. Jednak wczoraj byliśmy u jego siostry która 2lata temu poroniła i od tego czasu stara się o dziecko i nie może zajść i ma ciągle jakieś problemy z cytologią i hormonami. Jak jej powiedzieliśmy to zaczeła bardzo płakać. Było mi jej żal. Zrobiło mi się naprawdę przykro. Nie oczekwiłam że będzie się cieszyć ale też nie myślałam że aż tak zareaguje. Jak się opanowała była trochę złośliwa. Rozumiem ją. też się tak czułam jak moja koleżanka wzieła ślub i zaraz zaszła w ciążę a jak nawet narzeczonego na widoku nie miałam bo mój książę się nie palił w tym czasie do ślubu. Baa.. nawet nie bardzo chciał żebyśmy razem zamieszkali bo on jeszcze studia i praktyki i coś tam coś tam..
Ale czuje się trochę winna.. Nie wiem czemu. Jest mi przykro i bo myślałam że chociaż trochę będzie nas wspierać.. Obiecałam że pomoge jej z lekarzami. Ale mimo że jej mąż zarabia grubą kase ona nie chce chodzić prywatnie do lekarza bo to koszty.. My łacznie zarabiamy połowe pensji jej mężą a chodze prywatnie bo się boję. Nigdy nie potrafiłam zaufać jednemu lekarzowi dlatego dla pewności postawionej diagnozy ide do 2 lub 3 żeby ją potwierdzić. Mam choroby autoimunologiczne i już kiedyś zatruto mnie lekami wyladowałam w szpitalu i dla własnej pewności wolę się zabezpieczać.
Muszę się gdzieś wygadać bo jakoś mi tak ciężko dzisiaj.. . Przecież wiedziała że się staramy a ja wiem jak jej ciężko przyszło usłyszeć że jestem w ciąży. Ale mimo to jest mi przykro, i zraniły mnie jej słowa..