Przed chwilą słyszał mnie cały blok. Zaczęło się tak: wczoraj zadzwoniła szwagierka pytając, czy ją dziś odbiore z pracy, bo jak zwykle nie zdąży na autobus. Mówię, że nie wiem, muszę zadzwonić do Lidii. Lidka się zgodziła, by dzieci zostały na te 15 minut same. Ale była zła. Rano wracając z pracy zatrzymałam się, bo stała Edyta na przystanku. I mówię jej, że Lidia jest zła i mówiła, że nie mogę pracy zaniedbywac, by odbierać Edyte itp. Tomek też jedzie na nocke także nie odebrałby Edyty. Ale odbiore ją, bo jej obiecałam. No i przyszła teściowa i mówi, że czemu robię problemy by odebrać Edyte? Mówię: ja robię problemy? Ja ją odbiore, mimo iż mam problemy przez to! A co gdybym robiła na normalnym etacie? Nie mogłabym pojechać po nią. Oni myślą, że zawsze mogą na nas polegać! Wkurza mnie to!