olka11135
Fanka BB :)
Dziś rozkręcił mi się okres i testuję podpaski wielorazowe. Zobaczymy czy to będzie jednookresowa przygoda czy polubimy się na dłużej
Nie wiem jak podpaski, ale ja używam majtek menstruacyjnych i dla mnie to złoto
Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
Dziś rozkręcił mi się okres i testuję podpaski wielorazowe. Zobaczymy czy to będzie jednookresowa przygoda czy polubimy się na dłużej
Jedno drugiego nie wyklucza ale jeśli nigdy nie miałaś monitoringu i nie wiesz czy masz owulacje to zaczęłabym od monitoringu. Z drugiej strony jeśli miałabyś być stymulowana to zrobiłabym drożność w miarę szybko, bo bez tego stymulacja trochę nie ma sensu.Podpowiedzcie co powinno zostać wykonane w pierwszej kolejności: monitoring czy drożność (badania nasienia i hormonalne już chyba wszystkie mamy i jest w porządku).
Straciłam ciąże ale nie na takim etapie, wcześniejHej dziewczyny! Jestem teraz w bardzo trudnej sytuacji życiowej…przeszukuje internet w poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Podczytuje Was od dwóch dni. I postanowiłam napisać bo zapewne nie jedna z Was przeszła w swoim życiu to co ja przechodzę obecnie.
Ale od początku. Jestem mama dwójki dzieci. Corka ma lat 8 a synek lat 6. Ciaze obie planowane i udane w pierwszym cyklu starań. Obie przebiegały książkowo. Od ponad 2 lat a w zasadzie można już powiedzieć, ze 3, podjęliśmy z mężem starania o 3 dziecko… w lutym tego roku przeszłam ciaze biochemiczna. Zauwazylam ja po plamieniach jakie miały miejsce w połowie cyklu. Odczekałam z tydzień i zrobiłam test, który wyszedł pozytywny. Jednak długo się nie cieszyłam bo po 2 tygodniach „poroniłam”. Nie był to zwykły okres. Dostałam masakrycznego skurczu i wiedziałam ze to poronienie. Do tego skrzepy jakie za mnie wyleciały… w październiku okazało się ze jestem w ciąży. Byłam pełna nadziei. Na usg poszłam w 7 tc i wszystko było okey. Serduszko biło. Wymiar zarodka taki jaki powinien być. We wtorek miałam kolejna wizytę, miał być 10tc, jednak okazało się ze serduszko nie bije, a zarodek stanął w miejscu w 8tc. Także doszło do poronienia zatrzymanego… dostałam skierowanie do szpitala. Moj ginekolog pracuje w tym szpitalu i dał mi nadzieje na szybki zabieg w piątek. Jednak wczoraj po konsultacji z innym lekarzem w szpitalu postanowili dać szanse mojemu organizmowi na samoistne odrzucenie płodu. Zabieg zatem zaplanowano na 7.01. Boje się bardzo. Bo wiem ze przy biochemie ten skurcz był bardzo bolesny. Parcie miałam na odbyt, jak zgięlo mnie w pół to nie mogłam już się wyprostować. Pomogła jedynie nospa, ibuprofen i ciepło. Jednak mam świadomość tego ze ciąża była conajmniej o polowe mniejsza niż obecnie… dlatego bardzo boje się tego co mnie czeka… moj ginekolog powiedział ze jeżeli się boje to mam przyjechać o każdej porze dnia i nocy na SOR jeżeli się już zacznie, bo jeżeli zacznę już krwawić to oni mogą dokonać łyżeczkowania… nie wiem co zrobię. Nie wiem jak się zacznie… boje się ze jak zostanę w domu to nie oczyszcze sie do końca, a w szpitalu, paraliżuje mnie strach przed nieznanym…
Dziewczyny jesteście po poronieniach? Jak odbywało sie to u Was? Lepiej jechac na szpital jak sie zacznie czy zostać i spróbować w domu?
Lekarz zapisujący mnie na zabieg dobitnie dał mi znać ze lepiej dla mnie będzie jak poronie do tego 7.01 w domu samoistnie. Ze jestem po 2 donoszonych ciążach i on wie ze sytuacja jaka sie wydarzyła wpływa na mnie psychicznie ale szkoda by było żeby musieli wykonać mi zabieg łyżeczkowania. Z kolei moj lekarz chciałby oszczędzić mi cierpień psychicznych i wolałby wykonać zabieg, żebym mogła dochodzić do siebie
Jestem między młotem a kowadłem. Nie wiem co dla mnie lepsze.
Hej dziewczyny! Jestem teraz w bardzo trudnej sytuacji życiowej…przeszukuje internet w poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Podczytuje Was od dwóch dni. I postanowiłam napisać bo zapewne nie jedna z Was przeszła w swoim życiu to co ja przechodzę obecnie.
Ale od początku. Jestem mama dwójki dzieci. Corka ma lat 8 a synek lat 6. Ciaze obie planowane i udane w pierwszym cyklu starań. Obie przebiegały książkowo. Od ponad 2 lat a w zasadzie można już powiedzieć, ze 3, podjęliśmy z mężem starania o 3 dziecko… w lutym tego roku przeszłam ciaze biochemiczna. Zauwazylam ja po plamieniach jakie miały miejsce w połowie cyklu. Odczekałam z tydzień i zrobiłam test, który wyszedł pozytywny. Jednak długo się nie cieszyłam bo po 2 tygodniach „poroniłam”. Nie był to zwykły okres. Dostałam masakrycznego skurczu i wiedziałam ze to poronienie. Do tego skrzepy jakie za mnie wyleciały… w październiku okazało się ze jestem w ciąży. Byłam pełna nadziei. Na usg poszłam w 7 tc i wszystko było okey. Serduszko biło. Wymiar zarodka taki jaki powinien być. We wtorek miałam kolejna wizytę, miał być 10tc, jednak okazało się ze serduszko nie bije, a zarodek stanął w miejscu w 8tc. Także doszło do poronienia zatrzymanego… dostałam skierowanie do szpitala. Moj ginekolog pracuje w tym szpitalu i dał mi nadzieje na szybki zabieg w piątek. Jednak wczoraj po konsultacji z innym lekarzem w szpitalu postanowili dać szanse mojemu organizmowi na samoistne odrzucenie płodu. Zabieg zatem zaplanowano na 7.01. Boje się bardzo. Bo wiem ze przy biochemie ten skurcz był bardzo bolesny. Parcie miałam na odbyt, jak zgięlo mnie w pół to nie mogłam już się wyprostować. Pomogła jedynie nospa, ibuprofen i ciepło. Jednak mam świadomość tego ze ciąża była conajmniej o polowe mniejsza niż obecnie… dlatego bardzo boje się tego co mnie czeka… moj ginekolog powiedział ze jeżeli się boje to mam przyjechać o każdej porze dnia i nocy na SOR jeżeli się już zacznie, bo jeżeli zacznę już krwawić to oni mogą dokonać łyżeczkowania… nie wiem co zrobię. Nie wiem jak się zacznie… boje się ze jak zostanę w domu to nie oczyszcze sie do końca, a w szpitalu, paraliżuje mnie strach przed nieznanym…
Dziewczyny jesteście po poronieniach? Jak odbywało sie to u Was? Lepiej jechac na szpital jak sie zacznie czy zostać i spróbować w domu?
Lekarz zapisujący mnie na zabieg dobitnie dał mi znać ze lepiej dla mnie będzie jak poronie do tego 7.01 w domu samoistnie. Ze jestem po 2 donoszonych ciążach i on wie ze sytuacja jaka sie wydarzyła wpływa na mnie psychicznie ale szkoda by było żeby musieli wykonać mi zabieg łyżeczkowania. Z kolei moj lekarz chciałby oszczędzić mi cierpień psychicznych i wolałby wykonać zabieg, żebym mogła dochodzić do siebie [emoji22]
Jestem między młotem a kowadłem. Nie wiem co dla mnie lepsze.
Dziękuje za odpowiedz. Tez myślałam ze będę jutro po. Dzisiaj jak głupia każde zaklucie w brzuchu to myśl ze się zaczyna. Bolą mnie krzyże, pobolewa podbrzusze ale nie wiem czy to nie moj umysł płata mi figle… moj ginekolog twierdzi ze jak zacznę krwawić i zgłoszę się na IP to wykonają mi zabieg od razu… ale boje się ze znowu trafie na innego konowała, który stwierdzi ze mogę poronic samoistnie i mam czekać… co lekarz to inna opinia. Jeden chce psychice ulżyć, drugi dba od strony fizycznej… nie wiem jak dotrwał do przyszłego piątku.Poroniłam 3 razy.
Każde poronienie było inne, ale żadnego nie opisałabym jako aż tak bolesne jak Ty mówisz.
Chociaż najbardziej fizycznie wykończył mnie właśnie biochem i fakt ból był największy no i ciągnęło się to 3 msc.
Natomiast 30.04 dowiedziałam się, że moja ciąża zatrzymała się na etapie 8+5 a był to już teoretycznie 10+2 tc.
Ja zażądałam łyżeczkowania bo wiedziałam, że to będzie dużo lepsze dla mojej głowy.
Tego samego dnia około 13 zostałam przyjęta na oddział, podano mi tabletki, które miały spowodować otwarcie się szyjki, zadziałały na mnie bardzo późno i dopiero o 23 jak zaczęłam krwawić to wzięto mnie na zabieg.
Poza psychiczną traumą jaką zafundowały mi potwory ze szpitala we Wrześni to tak naprawdę fizycznie zniosłam to dużo lepiej niż okres.
Bólu praktycznie nie było, lekkie skurcze parę godzin po tabletce i jeden dzień po zabiegu dyskomfort. Poza tym nic.
Dziękuje za odpowiedz. Tez myślałam ze będę jutro po. Dzisiaj jak głupia każde zaklucie w brzuchu to myśl ze się zaczyna. Bolą mnie krzyże, pobolewa podbrzusze ale nie wiem czy to nie moj umysł płata mi figle… moj ginekolog twierdzi ze jak zacznę krwawić i zgłoszę się na IP to wykonają mi zabieg od razu… ale boje się ze znowu trafie na innego konowała, który stwierdzi ze mogę poronic samoistnie i mam czekać… co lekarz to inna opinia. Jeden chce psychice ulżyć, drugi dba od strony fizycznej… nie wiem jak dotrwał do przyszłego piątku.
Bardzo Ci współczuje strat… Na dzień dzisiejszy jesteście wszystkie dla mnie po prostu WIELKIE! Podziwiam Wasza wytrwałość. Ja marze o 3 dziecku, ale po tej sytuacji na razie odpuszczam. Muszę dojść do siebie… nie wytrzymałbym strachu ze w kolejnej ciąży dojdzie do podobnej sytuacji…