Hej. Wróciliśmy.
U nas niestety nic nowego, cholera przylazła nie wiadomo po co. Kolejny termin @ to 18 września. Zaczynamy 3cs.
Mój M. już się zaczął podłamywać. Twierdzi, że to jego wina, bo ja mam już dziecko z wcześniejszego związku. Jest to nawet myślenie w jakiś sposób uzasadnione, bo on bierze leki, co do których co prawda nie jest nigdzie napisane, że działają jakośtam na plemniki, ale bierze je stale od wielu lat. A w artykułach medycznych, które znalazłam oczywiście na stronach obcojęzycznych (po polsku nie ma słowa na ten temat) jest na przykład studium przypadku, gdzie facet brał jeden z tych leków, co mój M. i miał całkowity brak zdolnych do zapłodnienia plemników. Po zmianie leku po pół roku żona gościa zaszła w ciążę.
To tylko studium przypadku, badań klinicznych na ten temat nie prowadzono, więc to nic nie musi znaczyć, wiem. Oczywiście facetowi tego ani żadnego innego artykułu tego rodzaju nie pokazywałam. Sama się dołuję

Do lekarza idzie jakoś późną jesienią, wtedy dopiero coś więcej będzie wiadomo. Macie jakiś sposób, żeby chłopa pocieszyć? Bo jak mi tu będzie jęczał to nic wcale z tego nie będzie, a przy takim "to moja wina" to nawet ochota przechodzi.