Airfix... może jednak?
Chyba próbuję pocieszyć i Ciebie i siebie. Najchętniej wypłakałabym się serdecznie komuś życzliwemu, ale m nie mogę a nikogo innego nie mam... Jakoś pociągnę dalej...
Każdego miesiąca tłumaczę sobie, że to pewnie dlatego, że (i tu lista domniemanych powodów) i to nic, i następnym razem się uda... I przychodzi następny miesiąc, kolejny raz robię test, serce wali, że mało nie wyrwie się z piersi a potem... uśmiecham się do siebie - jakbym sama sobie próbowała powiedzieć - na co ty liczyłaś? Nigdy jeszcze nie dostałaś niczego, czego tak bardzo pragnęłaś. Wiem, to destrukcyjne... Mam piękne, zdrowe dzieci, dobrego męża... ale. Chyba mam deprechę. Niby taka racjonalna, twardo stąpająca po ziemi, a jednak patrzę na siebie z boku i ... gdyby chodziło o kogoś innego, to już dawno wysłałabym tę osobę po pomoc, a sama - mam taką "inercję". Niechęć do jakichkolwiek ruchów, działania... Podrywam się momentami, zbieram, próbuję... a potem powietrze ze mnie uchodzi.
Wybaczcie dołowanie - chyba powinnam gdzie indziej się wywnętrzać...