Dziewczyny, teraz kolej na mnie :-(
Siedzę u mamy w domu przed laptopem i płaczę. Cały dzień od rana Mój na mnie burczy, ciągle wybuchają sprzeczki. Od samego rana ma jakieś pretensje i to o totalne pierdoły. Rano się popłakałam bo wydarł się na mnie, kiedy poprosiłam, żeby używał innego płynu do naczyń. Może nie powinnam się wtrącać ale podniósł na mnie taki krzyk, że aż się popłakałam... Potem pojechaliśmy do sklepu, oglądaliśmy oświetlenie i mieliśmy odmienne zdanie (mi się podobało, jemu nie) ale na wypowiedzeniu opinii się skończyło. Powiedziałam tylko (ze śmiechem), że dobrze że mamy inny gust bo jak coś nam się obojgu spodoba to będzie prawdziwe arcydzieło. Burknął, że wcale nie mamy innego gustu. Potem pytam się go gdzie idziemy (w sensie który regał, bo coś chciał) to ledwo mi odpowiedział, że już nie ma ochoty chodzić, panicz jeden. No to udałam się do kasy bez słowa, on za mną. Przy kasie próbowałam zagadać na wesoło o jakiś tam breloczek, odpowiedziała mi cisza. A w aucie ledwo wsiadł to podniósł głos, że o co mi chodzi, że mam mu powiedzieć o co poszło w sklepie

szok

... Powiedziałam (zgodnie z prawdą), że nie mam pojęcia o czym mówi i że to on przestał się odzywać. No to puścił taką litanię, że znów się popłakałam... że umiem tylko uciekać a nie rozwiązywać konflikty, że nie umiem rozmawiać, że nie odpowiadam na jego pytania... strasznie mnie zabolało kiedy tak sobie wrzeszczał "jako ja" tekstami typu: "noo tak ma być po mojemu albo wcale tylko ja jestem najmądrzejsza, nie będziemy rozmawiać bo po co *****, lepiej się zamknąć i nie odzywać...". Wróciliśmy, spakowałam torebkę i pojechałam do mamy. Powiedział mi, że może kiedyś zrozumiem, że nie jestem jedyna na świecie. Rozłożyło mnie to na łopatki. Powiedziałam mu (ze łzami w oczach już), że właśnie dokładnie to każda kobieta pragnie usłyszeć od faceta jej życia.
Wyszłam, popłakałam się na klatce schodowej, wsiadłam w auto... i oto jestem. Nie wiem co mu jest. Kiedyś tak o mnie dbał a teraz czuje się jak robot od zapierdzielania w jego mieszkaniu. To jest nie fair... ja mogę cały dzień zapierdalać i nie usłyszę nawet dziękuję ani zwykłego "o jak ładnie czysto" a jak on myje gary to mam go chyba błagać o to (powiedział mi dziś, że powinnam go poprosić o umycie naczyń). :-(
Przepraszam kochane, że tyle namarudziłam ale... same wiecie
