Hej dziewczyny.
Jakoś wczoraj minął mi ten okropny dzień, zakasałam rękawy, posprzątałam dom, wrzuciłam rzeczy do prania, część poprasowałam ubranek i wrzuciłam do pudełek, zrobiłam obiad. Tylko dziwnie wrzeszczało się na głuchoniemego teścia, po naszej kłótni wyszedł do sklepu, wróciwszy zachowywał się jak baranek. Teraz chodzi i przy mnie jest delikatny.
Pawłowi wydarłam się w słuchawkę, potem wyryczałam, w końcu zagroziłam, że pewnego dnia jak wróci nie będzie mnie ani dziecka, więc musi coś zrobić.
Musiało coś się w nim tknąć bo potem jak wrócił z pracy to też chodził za mną jak pies i dogadzał we wszystkim.
Dzwoniłam jeszcze do mojej ciotki chrzestnej, którą uważam za największą przyjaciółkę, wyżaliłam się jej i powiedziałam wprost, że po wejściu do domu chciałam się spakować i wyjechać do niej.
Podjęłam pewną decyzję, że po nowym roku jak Paweł mam nadzieję, dostanie pracę na kolei wyprowadzamy się chyba do niej, bo zapowiedziałam, że dłużej z teściem pod jednym dachem nie chce mieszkać.
Postawiłam Pawła przed faktem wręcz dokonanym ale zrozumiał.
Humorek taki sobie, jeszcze podczas mycia naczyń, myjąc szklankę pękła i tak rozcięłam sobie zdrowo małego palca że zakrwawiłam pół ręcznika, krew leciała jak jakaś narowista rzeka i teraz chodzę z wielkim bubu na małym palcu.
Już późnym popołudniem jak Paweł walnął farbę na część ściany a ja się w końcu położyłam, siadł koło mnie i przez pół godziny obcałowywał brzuch.
Co się nadenerwowałam to moje, jakieś kroki w końcu musiałam podjąć.
Trochę się pożaliłam i znów zostawiam was na jakiś czas, jak mi się poprawi to wrócę i będę was wspierać dalej :-)
Buziaki dla was :* dla Neciuszki największe, spokojnej ciąży Ci życzę najbardziej :*