Danutaski streszcze ostatnie dni od czw.
We czw po poludniu jakos tak sie czulam nieswojo, polezalam ale nie bylo lepiej (we wtorek doktor mowil o ograniczeniu magnezu, wiec uznalam ze to 375mg co wypijam z woda extra magnezowana to bedzie ok i odstawilam tabl.) wiec gdy wieczorem poczulam mus do wc (poraz kolejny tego dnia) wzielam eMa i polecialam na ip. Ktg wykazalo skurcze, wzieli mnie na usg, a tam z mojej 4,5cm szyjki zostalo 2,61cm. Jakas mloda doktorka byla naladowala mi tego zelu dowcipnie, potem na wziernik znow...a ze go rozgrzala to zel jej chlusnal;-) prawie. Przy badaniu gdzies mnie tam w srodku uderzyla, ze az krzyknelam alllluuuaa... No i zaczela sie bieganina wezwala polozna z testami wykrywajacymi wody plodowe...posrana byla strasznie

. Oczywiscie test wod nie wykryl, bo to byl ten cholerny zel od usg i wziernika;-). Tak sie trzesla, ze tylko brak miejsca na intensywnej mnie uratowal i trafilam na ginekologie, juz po zastrzyku na plucka dla malego. Mnie przy okazji tez wystraszyla mocno, bo zaczelam kombinowac czy to byl zel czy moze faktycznie ruszyla wody...no ale kolejne testy wykluczyly. W sumie lezalam tak uczciwie, ze dwa dni zapomnialam o dymku i kawie. Mlody nie wiem czy odczul braki uzywek czy mial lenia no ale cala noc i pol dnia sie nie ruszal, wiec poszlam pod ktg i usg. W koncu sie zlamalam zapalilam i wypilam cappuccino no i mlody sie ruszyl...tak sie wsciekal, ze im spod maszyny echo serca uciekalo no i takim sposobem przelezalam sobie pod tym ktg w sumie z malymi przerwami prawie caly dzien. Ciagle po mnie dzwoniono i musialam isc pietro nizej. Wieczor przed wypisem juz bylo ok, nie uciekal, kopal i skurczy wiecej nie mielismy. W sumie strydy podali w pelnej dawce, wczoraj przed wypisem znow mnie badali szyjka wrocila do mojej normy a mlodego przewertowali ze wszystkich stron, poziomem wod, przeplywami wszelakimi...i wyslali do domu. Do ginka wejde we czw to bede miala podglad jak sie moja zlosliwa zyrafa zachowuje w domowych warunkach;-).