• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

Starania po straconej ciąży

  • Starter tematu Starter tematu kalina
  • Rozpoczęty Rozpoczęty
Lopop a nie myślałaś o tym aby może zmienić gina? Bo skoro niby jest wszystko ok to czemu tyle czasu się nie udaje? Może ten ginek do którego chodzisz teraz, coś przeoczył?
Kochająca_mama30 kiedy masz następne USG?
Asa915 przytulam Cię mocno. Pisz tutaj co Cię gryzie, w końcu to takie miejsce gdzie przed sobą nawzajem nie musimy udawać tylko możemy szczerze pisać co w nas siedzi. Może ktoś borykał się z podobnym problemem i pomoże. Uważam że zazdrość którą czujesz jest jak najbardziej usprawiedliwiona. Zabrano Ci cały Twój świat, to tak jakby ktoś dał Ci polizać czekoladę ale nie dał jej ugryźć i musiałabyś patrzeć jak sam je... życie nie jest sprawiedliwe. Mi pomagało płakanie, ja radzę płacz kiedy czujesz potrzebę. Czy mogę wiedzieć czemu ze względu na pracę nie możesz się starać? Nie chcę straszyć, ale być może najtrudniejszym momentem będzie ten, kiedy bratowa przywiezie dzidzię do domu - ja największy cios przeżyłam gdy moja przyjaciółka urodziła.
Myszka2829 aż przecieram oczy ze zdziwienia na to co piszesz bo nie mogę uwierzyć - na jakiej postawie administrator może Was wyprowadzić z lokalu bez Waszej wiedzy?!???!?? A co z Waszymi ciuchami, rzeczami osobistymi?
 
reklama
Kruszka u mnie także w pierwszej ciąży owulacja była opóźniona, zarodek się nie rozwijał i serduszko nie biło. Zabieg miałam w 9 tygodniu, bo sama ciąża mi się nie chciała usunąć pomimo że czekaliśmy czy coś się ruszy aby obyło się bez zabiegu. Mi lekarz kazał czekać trzy cykle, ja po dwóch postanowiłam wznowić staranka. Dobrze że zmieniłaś gina na takiego który działał a nie tylko obserwował, bo czas leci i młodsze nie będziemy. Od momentu zobaczenia dwóch kreseczek na teście, do momentu serduszka jest baaaardzo długa droga. Pewnie nie raz będziesz miała straszne obawy i hustawki nastrójów, niestety nie pozostaje nic innego jak uzbroić się w cierpliwość. Tak dla ściągawki, napiszę Ci tylko, że 18 dni po owulacji na USG widziałam tylko pęcherzyk. 26 dni po owulacji był pęcherzyk z ciałkiem żółtym bez zarodka. 35 dni po owulacji zobaczyłam 1cm Kropka z bijącym serduszkiem. Niech Ci czas szybko leci i oszczędzaj się.
Danutaski dziekuję Ci bardzo za wskazówki. Ginka zaprosila na usg za 2 tyg, a w tym tygodniu chyba zacznę badania, jeszcze jutro z nią porozmawiam. staram sie nie denerwować, ale mam tak zmienne nastroje. W pracy to juz nie powiem.... nie wiem jak dlugo tam wytrzymam:-( Na codzien mi to nie przeszkadza, ale teraz kiedy nie wolno mi sie denerwować to jest nie do zniesienia. Jednak wierzę, że wszystko będzie dobrze, musi byc.
Lopop spokojnie i mnie już wszystko opadało.... Nawet myśłałam, ze jesli tym razem sie nie uda to chyba zwariuję:szok:
A mamy chyba podobny czas straty i starań, co...? Ewelka sie pomodli, ja sie pomodlę... Za mnie też się modlili i modlą, za co jestem wszystkim i każdemu z osobna bardzo wdzięczna:-)

Doczytałam jeszcze ...
Asa współczuję.... Jakoś mnie nie dziwi Twoja reakcja, zupełnie jakbym czytała o sobie :)
Bratowa urodziła dwa miesiące temu... mały słodki, a ja kurka nie potrafię się nim cieszyć. jak ostatnio spotkałyśmy się u mojej mamy to tylko się przywitałam i poszłam do drugiego pokoju... spać....(ciąża, śpię wszędzie) Głupio mi później było, no ale cóż. Dowiedziałam się o jej ciąży tydzień po moim poronieniu. A maż? Mam to samo... woli milczeć, choć wiem, ze i jemu nie jest lekko, ale dlatego jestem tutaj, bo tu się wygadam i otrzymam pocieszenie:happy:

Myszka ja mam kocurka, który od dwóch lat mieszka u mojej mamy, tzn pojechalam z nim na święta i tak został :-D Ciagle słyszłam ; nie zabieraj go, przeciez wyjeżdzacie na sylwestra, a zaraz kolejne świeta, a przygotowania do slubu, a to sie juz przyzwyczaił i u mamy mu lepiej, bo jest towarzysz psiak i nigdy nie jest sam i wogóle i w szczególe.... Ale cóz tęsknie i jak pomysle sobie, ze bidulka byłby gdzies sam wystraszony to mi sie serducho sciska...
Mgiełka.....
 
Ostatnio edytowane przez moderatora:
Asa współczuje i dobrze wiem co czujesz!!! Kilka dni po moim poronieniu zadzwoniła moja bratowa z wieściami, że jest w ciąży (ja miałam termin na początek września, a ona na ma koniec września). Trudno mi było, ale teraz ciesze się z jej szczęcia ze zdwojoną siłą!!! Myślę, że nie warto jest abyśmy się przygnębiały. Nikt nie wróci nam straconego czasu i tego co sie stało. Dlatego ja postanowiłam,że będę się cieszyła ze szcześcia moich najbliższych. DOBRO I POZYTYWNE NASTAWIENIE BUDUJE!!! Teraz żyję każdym dniem jej ciąży!!!! Cieszę sie tak samo (a nawet chyba bardziej) jak ona. I powiem Ci że takie nastawienie mnie samą nastraja pozytywnie!!!! Chce mi się żyć (chociaż jak tylko sobie przypomnę to co sie stało, płaczę), myślę pozytywnie i mam nadzieję, że przyjdzie dzień kiedy znowu zobaczę dwie kreski na teście ciążowym i donosze zdrowego dzidziusia. Chociaż przypuszczam, że nie będzie łatwo. Ty też staraj się pozytywnie myśleć. Ciesz się szczęsciem Twoich bliskich. Oni Twoim też będą się cieszyć. I zobaczysz że będzie dobrze!!!!! I pisz do nas częściej. Nie bój się pisać o Twoim bólu, zmartwieniach i problemach. Jesteśmy tu po to aby sie wspierac - to t aka mała terapia psychologiczna ;)

Lopop ja bym też poszła do innego gin. Ja ze swoimi problemami kilka lat temu chodziłam do gin, ale ta była bezradne. Niby wówcas wszystko było ok, ale zajść w ciąże nie mogłam. Zmieniłam gin. (i lekarza rodzinnego przy okazji) i ytuacja sie zmieniła. Zaszłam w ciąże, tyle ze ją poroniłam. Ale jestem dobrej myśli!!!!!!! Ty też bądz, bo warto.

danutaski wiesz u mnie to jest dziwne z tą tarczycą, bo TSH zawsze w normie. Obraz pokazywał autoimmunologiczne zapalenie tarczycy. Dodatkowo w niewielkim stopniu miałam podwyższone przeciwciala TPO. Moja endo w końcu włączyła na "próbę" małe dawki Euthyroxu. I powiem Ci że niedługo po tym zaszłam w ciąże!!!! (a czekałam na nią 10 lat). Teraz TSH dalej w normie, ale przeciwciała TPO iTG są coraz większe no i obraz USG tarczycy bez zmian - stan zapalny. Zwiększyła mi lekarka dawkę leku i za 2 tyg. znowu kontrola. Moja endo powiedziała mi że mam przyjmować leki dopóki TSH nie będzie mniejsze nież 0,5. Póki co nam 1,89 (a niedawno miałam 1,2 przy przyjmowaniu Euthyroxu zwiększyło się, no ale to jest 1,5 miesiaca po poronieniu, więc za 2 tyg zobaCZYMY CO BĘDZIE)
 
Danutaski kochanie, w 2010 moj M stracil prace (jego firma splajtowala) i tak od pazdziernika 2010 mamy ciaglego pecha. Najpierw firma zwodzila z wyplata zaleglych pieniedzy (w koncu nie wyplacili nikomu), potem prawie 2 miesiace zalatwiania zasilku (cholerna biurokracja tutaj wszystko idzie poczta) jak juz dostalismy to po 2 czy 3 miesiacach zostaly zablokowane przez prawnika jego ex zony (odblokowali po miesiacu), ale w ciagu tych zawirowan nie moglismy oplacic czynszu. Teraz mamy pieniazki z socjalu, socjal tez oplaca mieszkanie. No ale z naszym pechem decyzje wyslali zbyt pozno (wlasnie dlatego nas nie bylo, bo bylismy sie dowiadywac co, jak i kiedy) no i w sumie my niedostalismy wypowiedzenia (skrzynka pocztowa byla otwarta od samego poczatku jak tam mieszkalismy) ale jak sie upomnimy czy pojdziemy z tym gdziekolwiek zaloze sie, ze maja w kompie ze wyslali (tu niewazne jest czy Ty dostalas, wazne jest ze wyslali). W duszy z nim, wyprowadzili nas z 77mkw do 60, nasze meble i reszte przewiozla jakas firma... zywnosc wrzucili do kartonu z proszkiem do prania... poginelo pare rzeczy... tak, ze odkupienie samych przypraw i jedzenia wynioslo nas dodatkowo ponad 100euro. Do tego za kota musielismy zaplacic 80... koszmar. W tym wszystkim ja nie dostane pieniazkow, bo niepracowalam tutaj, a dziecko no coz mamy wspolne ale martwe... wiec papieru z emigracyjnego poki pracy nie znajde nie dostane a co za tym idzie oni nie musza mi nic placic. Paradoks przeplatany z paranoja... ale takie sa realia tutaj. Zeby nie bylo, ze tylko narzekam, da sie z tego zyc, bez szalenstw zakupowych, ale mozna spokojnie normalnie zyc.
 
Cześć Dziewczyny,

Czytam Was codziennie, ale nie mam siły pisać, złapał mnie mega dół...nie wiem czy wszystko ze mną w porządku. Ostatnio o niczym innym nie myślę jak o mojej stracie i o drugim dziecku, a świadomość że przez pracę muszę zaczekać ze staraniami mnie zabija. Ostatnio siostra mojego M dowiedziała się ze zaadoptuje 4 miesięczną dziewczynke. Ucieszyłam się bardzo, ale im dłużej słyszę o przygotowaniach jakie prowadzi z mężem na przyjście tej małej tym bardziej wracają wspomnienia mojego dziecka, które kończyłoby właśnie 4 m-ce...ciężko mi wysłuchiwać o zakupionych ciuszkach, przyborach, przemeblowaniach, nosidełkach itp. mój M stwierdził ze nie moge byc zazdrosna, ale to nie zazdrość, znowu powrócił do mnie wzmożony ból po mojej starcie, boli mnie to ze ja nie zdążyłam nawet zacząć przygotowań na przyjęcie mojego maleństwa i to beznadziejne czekanie...Nic mnie ostatnio nie cieszy, nie wiem czy nawet dam rade odwiedzić szwagierkę żeby zobaczyć małą...czuję ze nikt mnie nie rozumie, a na pewno nie mąż chociaż od niego oczekiwałabym zrozumienia, ale wiadomo to jego siostra bedzie teraz mieć dziecko więc czemu się nie cieszyć...wiem że nie powinnam źle myśleć, ale chyba nie poradziłam sobie jeszcze z moją startą i pewnie nigdy nie poradzę, tak bardzo chciałabym tulić moje maleństwo...przepraszam za wylewanie moich żali ale nie mam się komu wygadać. Mam nadzieję ze kiedys dolączę do grona zafasolkowanych...buziaki, światełka dla Aniołków
[*]
[*]
[*]

Aso starciliśmy nasze maleństwa w takim samym miesiącu:(
i ja cały czas jeszcze czuję ten ból
pamiętaj to nie jest zazdrość (oc=soby postronne nie zrozumieją) a to jest żal , żałość i ogromny smutek
trzymaj się kochana
teraz namciężko bo zbliżają się te terminy poronienia i dlatego nachodzi nas ogromny smutek i ból
 
Ale się porobiło! :) spuściłam Was z oczu na parę dni a tu takie zmiany! ;-)
Gratulacje Kruszka :-). Spokojnych 9 miesięcy życzę!
No to chyba dzidzia pod choinkę będzie?
Aż jest mi miło kłaść się spać..-dobranoc :happy:
 
reklama
Kochane,
Wasze słowa na prawdę mi pomogły, nastawiły bardziej pozytywnie - zdziałałyście cuda, dziękuję Wam!!! Muszę myśleć pozytywnie i wierzyć, że wszystko się ułoży. lopop masz rację im bliżej mojej straty tym mi trudniej, tym bardziej, że jutro 8 marca minie rok jak dowiedziałam się że jestem w ciąży, mój M dał mi bukiet róż na Dzień Kobiet a ja jemu wręczyłam dwa pozytywne testy...:) jesli chodzi o moją pracę to chyba jest największy problem bo własnie wczoraj rozmawialam z szefową, ona planuje ze popracuję jeszcze rok, a potem bedę pisać prace (robie doktorat) a ja nie wyobrażam sobie zeby czekać tak długo...w trakcie ciąży nie moge pracować po pierwsze ze względu na wcześniejsze poronienie, a poza tym pracuję w szkodliwych warunkach (duzo chemikaliów, rako-, teratogennych itp.) planowaliśmy, że najpoźniej w czerwcu startujemy a tu dowiaduje się ze mam pracy jeszcze na rok...:(pewnie gdybym zaszła w ciążę w czerwcu szefowa by mi głowy nie urwała, ale wiem jak ja bym się stresowała, a z drugiej str czy muszę dostosowywać się do jej planów, może powinnam jej powiedzieć co planujemy, sama już nie wiem...Wam dziękuję za wsparcie i za to ze mnie rozumiecie, muszę mysleć pozytywnie bo zawsze jakoś będzie i wierzę teraz ze wszystko się ułoży pomyślnie. Widzę ze coraz więcej z nas fasolkuje i ma suwaczki co mnie bardzo cieszy i też napawa optymizmem, przytulam Was mocno i dziękuję za wsparcie:)
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry